Około dwóch tygodni temu odbył się w Poznaniu milczący marsz, marsz dla życia. Milczenie miało symbolizować “niemy krzyk nienarodzonego dziecka”. Marsz był tak niemy, że aż go nie zauważyłem, dlatego piszę o tym dopiero po czasie. Wzięło w nim udział podobno kilka tysięcy osób i był to dziewiąty taki marsz w tym roku. Liczba 9 to oczywiście symboliczne nawiązanie do dziewięciomiesięcznego życia dziecka w łonie matki. Uczestnicy marszu wyruszyli z dziewięciu kościołów, który zakończył się wspólna modlitwą na Placu Mickiewicza. “Poznańskie Marsze dla Życia mają charakter pozytywny. Cel jest jeden - uwrażliwienie na niepowtarzalność, wyjątkowość i piękno życia poczętego. Można powiedzieć, że nasze marsze są odpowiedzią na apel Jana Pawła II, który mówił o potrzebie ochrony życia” - powiedział rzecznik inicjatywy Marsz dla Życia Aleksander Arciszewski. Tyle w morfie wstępu - a teraz wyjaśnienia moje dlaczego ten marsz i cała idea to (ironicznie) poroniony pomysł.
Po pierwsze - jeśli wasz marsz jest cichy, niemy i kompletnie nienagłośniony to (uwaga, uwaga) nikt o waszym problemie nie wie. Czyżby organizatorzy nie widzieli żadnych innych protestów? Niech biorą przykład z naszych narodowych świętych krów, czyli stoczniowców i górników. Przynajmniej wiedzą jak zrobić protest - wszyscy wiedzą o co chodzi, opony się palą, jest hałas, okrzyki. A tak większą siłę przebicia miałyby dzieci z przedszkola. Jednak, żeby nie było, muszę docenić to, że marsz był apolityczny. Obyło się bez haseł politycznych i najeżdżania na rządzących. Swoją drogą, czy to nie śmieszne (i zarazem smutne), że od lat hasła są te same, tylko nazwiska i partie w tych okrzykach się zmieniają? Ale do rzeczy. Aby zachować w miarę porządek, będę pisał po kolei wg wypowiedzi pana rzecznika. “Niepowtarzalność, wyjątkowość i piękno życia poczętego.” Jedno zdanie, a trzy bzdury. Niepowtarzalność? Wyjątkowość? Czy ktokolwiek z tych ludzi rozejrzał się kiedyś dookoła siebie? Wyjątkowy to może być płatek śniegu, który podobno jest jedyny w swoim rodzaju i drugiego takiego nie ma. Jednak ostatnie co bym powiedział o człowieku, to to że jest wyjątkowy, a tym bardziej niepowtarzalny. Daleko nie trzeba nawet szukać - przykład z polityki, bracia Kaczyńscy. Niepowtarzalne? Powtarzalne i to bardzo. Właściwie wszystko jest u ludzi powtarzalne, fryzury, wygląd, moda, poglądy, zachowania. Wszystko. Owszem, ktoś kiedyś wymyślił to wszystko i sprecyzował. Takich osób było jednak tam mało, że w całej populacji nie łapaliby się chyba nawet na jedną setną promila wszystkich ludzi. Cała reszta to tylko coś odtwórczego przecież.
“Piękno życia poczętego” - moje pytanie brzmi, czy ktoś z nich widział kiedykolwiek zdjęcia płodu? No ja nie wiem, ale najwidoczniej mamy bardzo odmienne definicje piękna. Mnie kijanka nie bardzo zachwyca, a tym bardziej małe coś z płetwami i ogonem w czyimś brzuchu. Tak tak moi państwo - płód zaczyna przypominać dopiero w okolicach trzeciego miesiąca człowieka. Lepszym określeniem byłoby nawet - coś człowieko-podobnego. Wcześniej jest to tylko coś.
Ostatni fragment wypowiedzi rzecznika marszu dotyczył ochrony życia i odpowiedzi na apel Jana Pawła II. Uwaga - przestańcie ludzie podpierać się wszędzie papieżem. Przykro mi to mówić, ale on nie żyje. Nie ma go, więc nie ma już na nic wpływu. Przy okazji - przestańcie mu stawiać kosztowne pomniki praktycznie na każdej ulicy i osiedlu. Szczerze wątpię, żeby był tym zachwycony za życia. Jak nie macie co z kasą robić, to przeznaczcie je na wyżywienie i edukowanie biednych. Na pewno będzie to rozsądniejsze niż kolejny pomnik, psu na budę potrzebny. Znowu odchodzę od głównego tematu. Apel odnośnie ochrony życia. Czysto teoretycznie (gdybym nie wiedział, że chodzi o płody) byłbym zachwycony i może nawet bym się dołączył. Ochrona życia - zero mordów, wojen. Utopia, ideał. W takim marszu aż chce się wziąć udział. Niestety ludzie pod pojęciem “ochrona życia” rozumieją tylko życie w brzuchu matki. Zrobią wręcz wszystko dla tych “nienarodzonych”. Ale jak już się urodzi - zajmij się sam sobą, jesteś zdany już tylko na siebie, zero pomocy. Ludzie mają jakąś chyba obsesję na punkcie płodów. Od momentu poczęcia, przez 9 następnych miesięcy, są w stanie zrobić wszystko dla takiego. A potem? No cóż. Nie chcą takiego osobnika znać, nie chcą nic o takim słyszeć. Nie chcą nic wiedzieć o opiece nad noworodkami, nad dziećmi, zapomodze, jedzeniu w szkole, ubieraniu i edukowanie. Generalnie można by to ując w ten sposób - jeśli człowiek jest przed narodzeniem, to ma wręcz idealnie. Jeśli za to jest “przed szkołą”, to najzwyczajniej w świecie ma przerąbane. Zwolennicy życia (jak to powiedział George Carlin) tak naprawdę nie są zwolennikami życia - oni po prostu nie lubią kobiet. Sądzą chyba, że rola kobiety ma się ograniczać do bycia klaczą rozpłodową dla kraju, do mycia garów i robienia obiadów. Ach, jakże średniowieczne to podejście. A podobno mamy XXI wieku.
Cała sprawa z aborcją sprowadza się do jednego pytania - czy płód to już człowiek? Bardzo łatwo odpowiedzieć, że przynajmniej z wyglądu na pewno nie. Przyjmijmy jednak rozumowanie tych zwolenników i obrońców życia. Skoro (wg nich) płód to już człowiek, to dlaczego nie są uwzględniane w spisie ludności? Na pytanie o to ile ktoś ma dzieci, pada odpowiedź przykładowa: dwójkę i trzecie w drodze. No przecież teoretycznie powinno się w takim razie mówić, że ma się trójkę dzieci, czyż nie? Kolejne pytanie na logikę. Skoro dochodzi do poronień - dlaczego nie ma pogrzebów? Przecież to też człowiek podobno. Konsekwencja moi mili, konsekwencja. Możemy iść dalej - od którego momentu zaczyna się człowiek? Od zapłodnienia? Tak twierdzą niektórzy, chociaż boję się iż może to być nawet większość, zwolennicy i obrońcy życia. Innymi słowy - gdy sperma zapładnia jajeczko, to wtedy już zaczyna się życie. Mamy człowieka. I tutaj pojawia się moje następne pytanie. Taki człowiek tuż po zapłodnieniu, musi pokonać jeszcze drogę do macicy, co zajmuje jakiś tydzień najczęściej. Oczywiście nie każdy człowiek dociera do końca tej drogi, zdecydowana większość jest dosłownie wypłukana z organizmu kobiety, w czasie tych kilku dni w miesiącu i kończy, zamiast na cmentarzu, na podpasce lub tamponie. Czyli generalnie, zgodnie z tym co twierdzą obrońcy życia, każda kobieta uprawiająca seks, która ma potem okres jest seryjnym mordercą. Ciekawe, że nie znajdują się one w więzieniach - gdzie ta konsekwencja w działaniu? Aż dziwne przecież, że wszyscy obrońcy życia nie aresztują się wzajemnie za mordowanie ludzi. Naprawdę, strasznie mi przykro psuć wasz światopogląd, ale prawda jest taka, państwo obrońcy życia, że nie każdy wytrysk zasługuje na imię. Jak chcecie ratować takie życie, to zacznijcie od nastolatków w gimnazjach i szkołach licealnych. Obrońcy życia od siedmiu boleści. Swoją drogą, zawsze mnie śmieszyło zaangażowanie w całą sprawę antyaborcyjną Kościoła. No tak, jasne - przecież oni wiedzą najlepiej jak wychować dzieci. Jeśli tacy arcybiskupi jak Juliusz Paetz, Stanisław Dziwisz, Józef Glemp, czy Józef Michalik będą mieli doświadczenia z ciążą, z bólami porodowymi i wychowają gromadkę dzieci za najniższą krajową, to wtedy bardzo chętnie z nimi podyskutuję na temat aborcji. A do tego czasu nie nawołujcie o czystości, tylko trzymajcie swoje łapy i inne rzeczy z dala od ministrantów, zgoda?
Odniosę się jeszcze raz do tego apelu Jana Pawła II odnośnie ochrony życia. Życie to nie tylko 9-miesięczny okres spędzony w brzuchu matki. To cały okres następujący po tym, kupa lat. Jeśli wy wszyscy ludzie, obrońcy życia biorący udział w tych marszach dla życia, chcecie tak bardzo je chronić to proszę bardzo. Ale musicie sobie to uświadomić i poszerzyć horyzonty działań. Zamiast pikietować i naskakiwać na lekarzy zacznijcie naskakiwać na wojsko. I grabarzy. Wojsko i cmentarze - dwie przyczyny i miejsca końca życia w największej liczbie przypadków. Byłoby to rozsądniejsze, prawda? Protesty przeciw wojnie, zamiast protestów o płód. Zacznijcie blokować cmentarze, nie wpuszczać na nie ludzi w trumnach. Może wtedy nie będzie śmierci na tym świecie. A tak serio, to jeśli jesteście tacy bardzo “na tak” dla życia i dzieci, to zaadoptujcie jakieś dziecko, które już tu jest i jest mu źle na tym świecie, w Domu Dziecka. Na pewno byłoby to bardziej w stylu Jezusa niż milczące marsze dla płodów. Sądzę, że bardziej obchodzi to właśnie dzieci bezdomne i bez rodziców niż jakieś płody.
Na zakończenie i jako podsumowanie przedstawię cytat Billa Hicksa odnośnie tego, od kiedy zaczyna się człowiek. Muszę stwierdzić, że jest to definicja z którą zgadzam się w całej rozciągłości. Otóż tak naprawdę, nie jesteś człowiekiem, dopóki nie jesteś w książce telefonicznej. Przykro mi, tyle w tym temacie. A jeśli jakaś kobieta chce dokonać aborcji, to jest to jej prawo - nawet przy kilkuletnich dzieciach decydujące zdanie o ich zdrowiu i leczeniu mają rodzicie. To, czy w przypadku płodu, zgrupowania komórek bez mózgu, to coś ma być ważniejsze niż żyjąca kobieta? No absurd.



Komentarze: 8 do “Niemy krzyk aborcji”
Zostaw komentarz