<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	>

<channel>
	<title>Absurdalium</title>
	<atom:link href="http://www.absurdalium.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.absurdalium.pl</link>
	<description>Galeria Absurdu</description>
	<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 10:26:55 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Kto jeszcze chce moje dane bankowe?</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/kto-jeszcze-chce-moje-dane-bankowe</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/kto-jeszcze-chce-moje-dane-bankowe#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 10:26:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[banki]]></category>

		<category><![CDATA[służby specjalne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=240</guid>
		<description><![CDATA[Z okazji Mikołajek pojawiła się bardzo ciekawa informacja. Chociaż właściwie bardziej odpowiednim słowem jest przerażająca. Przerażająca z dwóch względów - prawie nikt o niej głośno nie powiedział ani nikt nie robi z tego problemu. Moim zdaniem jest to ogromny problem, no bo co to ma być, że jakieś tajne służby bez pytania będą mogły zaglądać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z okazji Mikołajek pojawiła się bardzo ciekawa informacja. Chociaż właściwie bardziej odpowiednim słowem jest przerażająca. Przerażająca z dwóch względów - prawie nikt o niej głośno nie powiedział ani nikt nie robi z tego problemu. Moim zdaniem jest to ogromny problem, no bo co to ma być, że jakieś tajne służby bez pytania będą mogły zaglądać w moje dane bankowe? I to jeszcze służby z Ameryki.</p>
<p>Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza, czyli w skrócie CIA, dostanie wgląd w konta bankowe wszystkich mieszkańców Unii. Niby nic wielkiego, każda służba przecież czasem tak robi. Jednak tutaj jest jedna różnica. Otóż UE w jednej ze swoich notatek każe wszystkim państwom członkowskim udostępnić Amerykanom te konta bankowe, o które poproszą. I tyle. Bez sądów, bez długich procedur, bez próśb nawet. Po prostu dajcie i tyle. Najlepsze jest to, że sprawa przyznania takich uprawnień CIA nie została nawet poddana debacie, głosowaniu, czy chociażby dla opinii publicznej (sprawa wyszła przypadkiem). To jest rozkaz, przymus, nakaz, jakkolwiek chcecie to ująć. <span id="adv_wl">Amerykanom chodzi głównie (cóż za nowość) o odcięcie terrorystów od źródeł finansowania. Chcą analizować tysiące transakcji, przesiewając dane z ośrodka globalnego systemu bankowego, jakim jest Swift, mający siedzibę w Belgii. Amerykanie twierdzą, że monitoring i przesiewanie danych systemu Swift służy prześledzeniu transakcji osób powiązanych z Al-Kaidą. Niestety prawda jest taka, że gdyby CIA naprawdę walczyło z terroryzm jak mówią, że robią, to na tym świecie już by nie było ani jednego terrorysty. A tak mają dostęp do wszystkich kont bankowych w naszym Eurokołchozie. Czy to nikogo nie martwi? Czy nikt się naprawdę nie przejmuje tym, że w imię walki z wyimaginowanym terroryzmem mogą (bez pytania!) wejść na prywatne konto bankowe, a najlepiej jeszcze aresztować na czas nieokreślony i najlepiej przewieźć do Guantanamo? Czy ludzie naprawdę są już tak pozbawieni mózgów, żeby nie dostrzegać, że chwila chwila, coś tu jest nie tak?</span></p>
<p><span>Terroryzm - śmiech na sali. Jeśli Amerykanie tak bardzo chcą być oszukiwani, wierzyć w jakieś bajeczki to proszę bardzo. Ale wara od mojego kraju, mojego domu i mojego konta. Ja rozumiem, że debili jest pełno na tym świecie i uwierzą w każde słowo, które padnie z telewizora, </span>że ludzie nie szukają prawdy (niestety) za wszelką cenę, tylko mają pragnienia, chcą uwierzyć, że jest tak jak tego oczekuje. Po co ludziom mózg, skoro mają telewizor? A to, że większość ludzi z niego nie korzysta, to potem jest jak jest. Lepiej przecież obejrzeć sobie Taniec z gwiazdami i emocjonować się tym kto wygra, niż zauważyć że jest się wykorzystywanym na każdym kroku. A teraz jakby mało problemów było w samym naszym kraju i z naszym politykami od siedmiu boleści, to dochodzą problemy z Eurokołchozu (jak brzmi nieoficjalna nazwa po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego, o czym przy okazji), czyli włazidupstwo Amerykanom. Jakiś absurd totalny przecież - CIA może sobie bezkarnie przeglądać prywatne konta bankowe w UE, a w zamian co? Nic. Gdyby jakiś Interpol, czy MI6 miał takie same przywileje do przeglądania prywatnych kont bankowych w USA, to może jeszcze by to jakiś sens miało. A tak? Jaki to ma sens? Dlaczego tak bardzo wszyscy wchodzą Amerykanom w dupę? Czyżby przewidywali przyszłość i stwierdzili, że lepiej od razu się poddać ich indoktrynacji niż walczyć z tą głupotą? Otóż chciałbym przypomnieć niektórym ludziom: wyśmienita książka pt. &#8220;Rok 1984&#8243; to miała być przestroga. Nie instrukcja obsługi! Halo! Obudźcie się! Jesteście oszukiwani na każdym kroku! &#8220;Matrix&#8221;, Wielki Brat was więzi! Paranoja totalna. W imię demokracji oddawać własną prywatność, dla wyimaginowanej walki z terroryzm, przy czym nikt nie wie czym ten terroryzm tak naprawdę jest. Coraz bardziej zaczynam się skłaniać do opinii, że terrorystą jest każdy kto myśli na własną rękę, poza schematami i potrafi wyrazić własną opinię. A tak to chyba trzeba będzie zmodyfikować definicję demokracji. Teraz powinna ona brzmieć coś w stylu - ustrój demokratyczny jest taki reżim, który zabezpiecza interesy amerykańskie, w tym interesy amerykańskich firm i instytucji.</p>
<p>No tak, ale przecież to tylko moje gadanie. Zrzędzenie, marudzenie, pierdoły i bzdury. Lepiej mieć to wszystko gdzieś niż zacząć myśleć, prawda? Przecież jesteśmy wolni, prawda? &#8220;Jesteście wolni, by robić to co wam każemy&#8221; - jak mawiał Bill Hicks. Smutne. Ale niestety prawdziwe. A najgorsze jest to, że przecież my już to przerabialiśmy. Tak mniej więcej w latach 60tych i 70tych. Mechanizm ten sam, tylko nazwa inna. I kółeczko się zamyka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/kto-jeszcze-chce-moje-dane-bankowe/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Niemy krzyk aborcji</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/niemy-krzyk-aborcji</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/niemy-krzyk-aborcji#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 09:12:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[aborcja]]></category>

		<category><![CDATA[medycyna]]></category>

		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<category><![CDATA[seks]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Około dwóch tygodni temu odbył się w Poznaniu milczący marsz, marsz dla życia. Milczenie miało symbolizować &#8220;niemy krzyk nienarodzonego dziecka&#8221;. Marsz był tak niemy, że aż go nie zauważyłem, dlatego piszę o tym dopiero po czasie. Wzięło w nim udział podobno kilka tysięcy osób i był to dziewiąty taki marsz w tym roku. Liczba 9 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Około dwóch tygodni temu odbył się w Poznaniu milczący marsz, marsz dla życia. Milczenie miało symbolizować &#8220;niemy krzyk nienarodzonego dziecka&#8221;. Marsz był tak niemy, że aż go nie zauważyłem, dlatego piszę o tym dopiero po czasie. Wzięło w nim udział podobno kilka tysięcy osób i był to dziewiąty taki marsz w tym roku. Liczba 9 to oczywiście symboliczne nawiązanie do <span id="adv_wl">dziewięciomiesięcznego życia dziecka w łonie matki. Uczestnicy marszu wyruszyli z dziewięciu kościołów, który zakończył się wspólna modlitwą na Placu Mickiewicza. </span><span id="adv_wl">&#8220;Poznańskie Marsze dla Życia mają charakter pozytywny. Cel jest jeden - uwrażliwienie na niepowtarzalność, wyjątkowość i piękno życia poczętego. Można</span><span> powiedzieć, że nasze marsze są odpowiedzią na apel Jana Pawła II, który mówił o potrzebie ochrony życia&#8221; - powiedział rzecznik inicjatywy Marsz dla Życia Aleksander Arciszewski. Tyle w morfie wstępu - a teraz wyjaśnienia moje dlaczego ten marsz i cała idea to (ironicznie) poroniony pomysł.</span></p>
<p><span>Po pierwsze - jeśli wasz marsz jest cichy, niemy i kompletnie nienagłośniony to (uwaga, uwaga) nikt o waszym problemie nie wie. Czyżby organizatorzy nie widzieli żadnych innych protestów? Niech biorą przykład z naszych narodowych świętych krów, czyli stoczniowców i górników. Przynajmniej wiedzą jak zrobić protest - wszyscy wiedzą o co chodzi, opony się palą, jest hałas, okrzyki. A tak większą siłę przebicia miałyby dzieci z przedszkola. Jednak, żeby nie było, muszę docenić to, że marsz był apolityczny. Obyło się bez haseł politycznych i najeżdżania na rządzących. Swoją drogą, czy to nie śmieszne (i zarazem smutne), że od lat hasła  są te same, tylko nazwiska i partie w tych okrzykach się zmieniają? Ale do rzeczy. Aby zachować w miarę porządek, będę pisał po kolei wg wypowiedzi pana rzecznika. &#8220;</span><span id="adv_wl">Niepowtarzalność, wyjątkowość i piękno życia poczętego.&#8221; Jedno zdanie, a trzy bzdury. Niepowtarzalność? Wyjątkowość? Czy ktokolwiek z tych ludzi rozejrzał się kiedyś dookoła siebie? Wyjątkowy to może być płatek śniegu, który podobno jest jedyny w swoim rodzaju i drugiego takiego nie ma. Jednak ostatnie co bym powiedział o człowieku, to to że jest wyjątkowy, a tym bardziej niepowtarzalny. Daleko nie trzeba nawet szukać - przykład z polityki, bracia Kaczyńscy. Niepowtarzalne? Powtarzalne i to bardzo. Właściwie wszystko jest u ludzi powtarzalne, fryzury, wygląd, moda, poglądy, zachowania. Wszystko. Owszem, ktoś kiedyś wymyślił to wszystko i sprecyzował. Takich osób było jednak tam mało, że w całej populacji nie łapaliby się chyba nawet na jedną setną promila wszystkich ludzi. Cała reszta to tylko coś odtwórczego przecież.</span></p>
<p><span>&#8220;Piękno życia poczętego&#8221; - moje pytanie brzmi, czy ktoś z nich widział kiedykolwiek zdjęcia płodu? No ja nie wiem, ale najwidoczniej mamy bardzo odmienne definicje piękna. Mnie kijanka nie bardzo zachwyca, a tym bardziej małe coś z płetwami i ogonem w czyimś brzuchu. Tak tak moi państwo - płód zaczyna przypominać dopiero w okolicach trzeciego miesiąca człowieka. Lepszym określeniem byłoby nawet - coś człowieko-podobnego. Wcześniej jest to tylko coś.</span></p>
<p><span>Ostatni fragment wypowiedzi rzecznika marszu dotyczył ochrony życia i odpowiedzi na apel Jana Pawła II. Uwaga - przestańcie ludzie podpierać się wszędzie papieżem. Przykro mi to mówić, ale on nie żyje. Nie ma go, więc nie ma już na nic wpływu. Przy okazji - przestańcie mu stawiać kosztowne pomniki praktycznie na każdej ulicy i osiedlu. Szczerze wątpię, żeby był tym zachwycony za życia. Jak nie macie co z kasą robić, to przeznaczcie je na wyżywienie i edukowanie biednych. Na pewno będzie to rozsądniejsze niż kolejny pomnik, psu na budę potrzebny. Znowu odchodzę od głównego tematu. Apel odnośnie ochrony życia. Czysto teoretycznie (gdybym nie wiedział, że chodzi o płody) byłbym zachwycony i może nawet bym się dołączył. Ochrona życia - zero mordów, wojen. Utopia, ideał. W takim marszu aż chce się wziąć udział. Niestety ludzie pod pojęciem &#8220;ochrona życia&#8221; rozumieją tylko życie w brzuchu matki. Zrobią wręcz wszystko dla tych &#8220;nienarodzonych&#8221;. Ale jak już się urodzi - zajmij się sam sobą, jesteś zdany już tylko na siebie, zero pomocy. Ludzie mają jakąś chyba obsesję na punkcie płodów. Od momentu poczęcia, przez 9 następnych miesięcy, są w stanie zrobić wszystko dla takiego. A potem? No cóż. Nie chcą takiego osobnika znać, nie chcą nic o takim słyszeć. Nie chcą nic wiedzieć o opiece nad noworodkami, nad dziećmi, zapomodze, jedzeniu w szkole, ubieraniu i edukowanie. Generalnie można by to ując w ten sposób - jeśli człowiek jest przed narodzeniem, to ma wręcz idealnie. Jeśli za to jest &#8220;przed szkołą&#8221;, to najzwyczajniej w świecie ma przerąbane. Zwolennicy życia (jak to powiedział George Carlin) tak naprawdę nie są zwolennikami życia - oni po prostu nie lubią kobiet. Sądzą chyba, że rola kobiety ma się ograniczać do bycia klaczą rozpłodową dla kraju, do mycia garów i robienia obiadów. Ach, jakże średniowieczne to podejście. A podobno mamy XXI wieku.</span></p>
<p><span>Cała sprawa z aborcją sprowadza się do jednego pytania - czy płód to już człowiek? Bardzo łatwo odpowiedzieć, że przynajmniej z wyglądu na pewno nie. Przyjmijmy jednak rozumowanie tych zwolenników i obrońców życia. Skoro (wg nich) płód to już człowiek, to dlaczego nie są uwzględniane w spisie ludności? Na pytanie o to ile ktoś ma dzieci, pada odpowiedź przykładowa: dwójkę i trzecie w drodze. No przecież teoretycznie powinno się w takim razie mówić, że ma się trójkę dzieci, czyż nie? Kolejne pytanie na logikę. Skoro dochodzi do poronień - dlaczego nie ma pogrzebów? Przecież to też człowiek podobno. Konsekwencja moi mili, konsekwencja. Możemy iść dalej - od którego momentu zaczyna się człowiek? Od zapłodnienia? Tak twierdzą niektórzy, chociaż boję się iż może to być nawet większość, zwolennicy i obrońcy życia. Innymi słowy - gdy sperma zapładnia jajeczko, to wtedy już zaczyna się życie. Mamy człowieka. I tutaj pojawia się moje następne pytanie. Taki człowiek tuż po zapłodnieniu, musi pokonać jeszcze drogę do macicy, co zajmuje jakiś tydzień najczęściej. Oczywiście nie każdy człowiek dociera do końca tej drogi, zdecydowana większość jest dosłownie wypłukana z organizmu kobiety, w czasie tych kilku dni w miesiącu i kończy, zamiast na cmentarzu, na podpasce lub tamponie. Czyli generalnie, zgodnie z tym co twierdzą obrońcy życia, każda kobieta uprawiająca seks, która ma potem okres jest seryjnym mordercą. Ciekawe, że nie znajdują się one w więzieniach - gdzie ta konsekwencja w działaniu? Aż dziwne przecież, że wszyscy obrońcy życia nie aresztują się wzajemnie za mordowanie ludzi. Naprawdę, strasznie mi przykro psuć wasz światopogląd, ale prawda jest taka, państwo obrońcy życia, że nie każdy wytrysk zasługuje na imię. Jak chcecie ratować takie życie, to zacznijcie od nastolatków w gimnazjach i szkołach licealnych. Obrońcy życia od siedmiu boleści. Swoją drogą, zawsze mnie śmieszyło zaangażowanie w całą sprawę antyaborcyjną Kościoła. No tak, jasne - przecież oni wiedzą najlepiej jak wychować dzieci. Jeśli tacy arcybiskupi jak Juliusz Paetz, Stanisław Dziwisz, Józef Glemp, czy Józef Michalik będą mieli doświadczenia z ciążą, z bólami porodowymi i wychowają gromadkę dzieci za najniższą krajową, to wtedy bardzo chętnie z nimi podyskutuję na temat aborcji. A do tego czasu nie nawołujcie o czystości, tylko trzymajcie swoje łapy i inne rzeczy z dala od ministrantów, zgoda?</span></p>
<p><span>Odniosę się jeszcze raz do tego apelu Jana Pawła II odnośnie ochrony życia. Życie to nie tylko 9-miesięczny okres spędzony w brzuchu matki. To cały okres następujący po tym, kupa lat. Jeśli wy wszyscy ludzie, obrońcy życia biorący udział w tych marszach dla życia, chcecie tak bardzo je chronić to proszę bardzo. Ale musicie sobie to uświadomić i poszerzyć horyzonty działań. Zamiast pikietować i naskakiwać na lekarzy zacznijcie naskakiwać na wojsko. I grabarzy. Wojsko i cmentarze - dwie przyczyny i miejsca końca życia w największej liczbie przypadków. Byłoby to rozsądniejsze, prawda? Protesty przeciw wojnie, zamiast protestów o płód. Zacznijcie blokować cmentarze, nie wpuszczać na nie ludzi w trumnach. Może wtedy nie będzie śmierci na tym świecie. A tak serio, to jeśli jesteście tacy bardzo &#8220;na tak&#8221; dla życia i dzieci, to zaadoptujcie jakieś dziecko, które już tu jest i jest mu źle na tym świecie, w Domu Dziecka. Na pewno byłoby to bardziej w stylu Jezusa niż milczące marsze dla płodów. Sądzę, że bardziej obchodzi to właśnie dzieci bezdomne i bez rodziców niż jakieś płody.</span></p>
<p><span>Na zakończenie i jako podsumowanie przedstawię cytat Billa Hicksa odnośnie tego, od kiedy zaczyna się człowiek. Muszę stwierdzić, że jest to definicja z którą zgadzam się w całej rozciągłości. Otóż tak naprawdę, nie jesteś człowiekiem, dopóki nie jesteś w książce telefonicznej. Przykro mi, tyle w tym temacie. A jeśli jakaś kobieta chce dokonać aborcji, to jest to jej prawo - nawet przy kilkuletnich dzieciach decydujące zdanie o ich zdrowiu i leczeniu mają rodzicie. To, czy w przypadku płodu, zgrupowania komórek bez mózgu, to coś ma być ważniejsze niż żyjąca kobieta? No absurd.<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/niemy-krzyk-aborcji/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Plaga tego kraju, czyli % w płynie</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/plaga-tego-kraju-czyli-w-plynie</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/plaga-tego-kraju-czyli-w-plynie#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Nov 2009 17:23:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[alkohol]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=232</guid>
		<description><![CDATA[Tak tak proszę państwa, dzisiaj o największej pladze tego kraju (oczywiście pomijam głupotę, gdyż ona wygrywa we wszelkich kategoriach i nawet nie trzeba o niej wspominać). Dzisiaj o alkoholu. O absurdzie samym w sobie. Klasyczny przykład absurdu, coś pięknego po prostu.
Teoretycznie każdy wie co to jest alkohol, że jest to jakiś tam związek chemiczny i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak tak proszę państwa, dzisiaj o największej pladze tego kraju (oczywiście pomijam głupotę, gdyż ona wygrywa we wszelkich kategoriach i nawet nie trzeba o niej wspominać). Dzisiaj o alkoholu. O absurdzie samym w sobie. Klasyczny przykład absurdu, coś pięknego po prostu.</p>
<p>Teoretycznie każdy wie co to jest alkohol, że jest to jakiś tam związek chemiczny i że są z tego &#8220;%&#8221; i że jest fajnie. Wiedza dosyć powierzchowna, ale wystarczająca dla tego wpisu. Nie mam zamiaru rozwodzić się tutaj nad związkami chemicznymi. Wolałbym skupić się na tym, że alkohol jest szkodliwy (o czym każdy wie), a mimo wszystko jest uznawany za coś obowiązkowego i naturalnego. Przecież to jakaś paranoja. Nikt nie zauważa ile złego ten płyn robi? &#8220;Oj tam przesadzasz, przecież to nasz symbol narodowy.&#8221; Właśnie takie teksty sprawiają, że jest to jeszcze bardziej absurdalne. Problemów jest tyle, że nawet nie ma miejsca, żeby wymieniać wszystkie. Zacznijmy jednak może od tego, że alkohol sam w sobie jest przyczyną co 25 zgonu na świecie. Nie jest źle? Bo to tylko skala światowa. W Europie już jeden na dziesięć przypadków zejścia z tego świata jest spowodowany przez alkohol. Na naszym kontynencie spożywa się średnio 11,9 litra alkoholu etylowego na głowę. Tygodniowo! Już nawet nie wspominam o tak skrajnych przypadkach jak Rosja, gdzie alkohol jest przyczyną 52% zgonów u mężczyzn pomiędzy 15 a 54 lat. Co drugi facet! I to nie jest problem?! Lekko licząc, jakieś 600 tysięcy ludzi w samej Rosji rocznie umiera przez alkohol! &#8220;A co tam, troszkę wódeczki nie zaszkodzi.&#8221; Błąd! Alkohol <span id="intertext1">prowadzi do zmian fizycznych (uszkodzenia narządów typu wątroba, przewodu pokarmowego, serca) oraz psychicznych (zaburzenia zachowania, utrata krytycyzmu, obniżenia uczuciowości wyższej, występowania stanów depresyjnych, prób samobójczych, agresji). Naukowcy twierdzą nawet, że ponad 5% wszystkich chorób na świecie jest związanych z alkoholem. Wszystkich, tzn. wszystkich możliwych odmian danego choróbska, które były i są nadal. To wbrew pozorom dosyć dużo. Żeby było śmieszniej, to niektóre choroby nawet zostały wywołane, niejako stworzone, przez alkohol. Ale co tam, przecież mnie nie zaszkodzi, a wątrobę zawsze można przeszczepić. Ludzie tak mówiący chyba naoglądali się za dużo seriali medycznych, gdzie na wątrobę czeka się maksymalnie 12 godzin. W Polsce to chyba trzeba czekać ze 12 lat, a nie godzin. Właśnie - Polska. 4,5mln osób uzależnionych od alkoholu. 70% spożywanego alkoholu to wódka. Jesteśmy tacy super, że nawet esperal nam w piciu nie przeszkadza. Ekstraklasa normalnie. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, że narkotyk taki jak alkohol jest traktowany tak infantylnie. Tak, narkotyk. Przecież czym jest narkotyk? Substancją uzależniającą psychicznie i fizycznie. Idealnie pasuje! Niestety panuje przeświadczenie, że narkotyki to są tylko te substancje zakazane, niezgodne z prawem. Natomiast te narkotyki, które są zgodne z prawem (alkohol i papierosy) są w porządku przecież. Całkiem przypadkowo opodatkowane narkotyki. Ach, te przypadki. Ale nie o tym chciałem. Sprawa jest taka, że jeśli alkohol uznać za narkotyk i porównać z innymi narkotykami (tymi nielegalnymi) to co się okazuje? Alkohol jest w czołówce i przegrywa tylko z kokainą i heroiną w  zasadzie! Tak bardzo demonizowane używki jak amfetamina, LSD, czy ectasy (że o marihuanie nie wspomnę) zostają daleko z tyłu. Jednak to alkohol można kupić praktycznie w każdym kiosku. I gdzie tu logika ja się pytam? To trochę jak walka z wiatrakami. Nigdy nie będzie jakiejś kontroli sprzedaży alkoholu, ograniczeń, czy prohibicji. W Polsce? Przecież my we krwi mamy alkohol i partyzantkę, wszystko da się obejść. I tak mamy dzieciaki 12 letnie na izbach wytrzeźwień, bo przecież jak się pije to jest się fajnym. A później rodzą się problemy w domu. Tak  proszę państwa, alkohol jest odpowiedzialny za każdą rozbitą rodzinę, za każdą pobitą żonę, każde pobite dziecko. Powiecie, że to marginalny problem. To chyba oglądamy inne serwisy informacyjne i czytamy inne gazety. Bo to nie jest margines, tylko pieprzona plaga tego kraju!</span></p>
<p><span>Zresztą, co ja się będę tutaj denerwował. Sam nie wierzę w to, że coś da się zmienić. Miliony ludzi nadal będą zalewać się w trupa, wyżywać się na swoich bliskich, zabijać innych jadąc samochodem (przecież dwa kieliszki mi nic nie zrobią). Walka z wiatrakami. Młodzi mają piękny przykład - skoro starsi piją, to ja też będę, bo muszę być fajny. Pięknie. Pijcie dalej. Niszczcie siebie i innych. Pijcie dalej, co wam szkodzi. Te problemy przecież was nie dotkną. Tak trzymać, grunt to nie myśleć przecież. Dewiza tego kraju. Cytat, podsumowujący mój dość chaotyczny i bezcelowy wywód (autorstwa K. Wojewódzkiego): &#8220;Polska jest jak dziecko z downem. Trzeba je kochać i opiekować się, ale cudów nie należy się spodziewać.&#8221;<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/plaga-tego-kraju-czyli-w-plynie/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Krzyżowa sprawa</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/krzyzowa_sprawa</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/krzyzowa_sprawa#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 16:04:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[polityka]]></category>

		<category><![CDATA[prawo]]></category>

		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<category><![CDATA[szkolnictwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=230</guid>
		<description><![CDATA[Tyle razy powtarzałem sobie słowa Adasia Miauczyńskiego z &#8220;Dnia świra&#8221;, żeby nie denerwować się sprawami tego kraju, na które i tak nie mam wpływu. Niestety nie udało się. Powiedziałem ostatnio, że jeśli jeszcze raz usłyszę o końcu świata (do kin wchodzi film pt. 2012, o końcu świata i ludziom odbija), o świńskiej grypie albo o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tyle razy powtarzałem sobie słowa Adasia Miauczyńskiego z &#8220;Dnia świra&#8221;, żeby nie denerwować się sprawami tego kraju, na które i tak nie mam wpływu. Niestety nie udało się. Powiedziałem ostatnio, że jeśli jeszcze raz usłyszę o końcu świata (do kin wchodzi film pt. 2012, o końcu świata i ludziom odbija), o świńskiej grypie albo o zdejmowaniu krzyży, to zwrócę śniadanie na kogoś. Wprawdzie obyło się bez odruchów wymiotnych, jednak apel niewiele dał. W związku z tym, że sprawę świńskiej grypy już omawiałem na tym blogu i od tego czasu (niestety) nic się nie zmieniło, teraz czas na krzyże. W szkołach i urzędach.</p>
<p>Sprawa zaistniała w mediach, gdy pewna Finka mieszkająca we Włoszech (mam nadzieję, że nie pomyliłem kolejności i narodowości) stwierdziła, iż obraża ją krzyż wiszący w szkole jej dzieci. O dziwo, Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyznał jej rację i stwierdził, iż wieszanie krzyży jest naruszeniem prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz wolności religijnej uczniów. Naprawdę zwątpiłem - czyżby ktoś jeszcze na tym świecie myślał? Byłem pełen radości, z drugiej strony byłem ciekaw reakcji naszych kochanych katolickich do bólu polityków. Wbrew pozorom podpisany przez prezydenta Kaczyńskiego Traktat Lizboński jest u nas obowiązującym prawem (o tym przy okazji), więc decyzja Trybunału obowiązuje także u nas. A przynajmniej będzie, jeśli ktoś do owego Trybunału złoży zażalenie. Oczywiście wywiązała się w Polsce dyskusja (chociaż słowo krucjata bardziej tutaj pasuje). Ateiści i wyznawcy innych religii przez chwilę ucieszyli się, że będą mieli takie same prawa jak wyznawcy innych religii, że nie będą dyskryminowani przez ultra katolickie społeczeństwo i polityków. Oczywiście okazało się to zwykłym marzeniem. Zapewnił ich o tym sam pan prezydent w słowach: &#8220;Nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży, nie ma na co liczyć. Być może gdzie indziej tak, ale w Polsce nie.&#8221; Tym samym w imię zasad demokracji powiedział tym wszystkim ludziom, którzy nie są katolikami &#8220;pierdolcie się, jesteście gorsi od nas!&#8221;. Prezydent wszystkich Polaków, też mi coś.</p>
<p>Otóż szanowny panie prezydencie - gdybym miał tylko trochę czasu albo jakąś złudną nadzieję, że odniosę jakiś sukces, to podałbym pana do sądu. Można by sądzić, że chociaż prezydent tego kraju zna takie rzeczy jako prawo i jego przepisy. No, chociaż Konstytucję. A tym bardziej prezydent, który jest profesorem prawa podobno. Dla wszystkich innych, którzy nie są takimi &#8220;znawcami prawa&#8221; jak nasz kochany pan prezydent-kartofel, przedstawiam o co chodzi. Zgodnie z Art. 126 ust. 2 Konstytucji RP: &#8220;Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.&#8221; Dalej, zgodnie z Art. 25 ust. 2 Konstytucji RP: &#8220;Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.&#8221; Interpretować, czy sprawa jest zrozumiała dla tych rozumiejących tekst pisany? Prezio tego kraju złamał Konstytucję, to chyba podpada pod sąd albo inny Trybunał Stanu. Jak ktoś w tym kraju ma przestrzegać prawa, skoro na forum publicznym łamie je sam prezydent?!</p>
<p>Wróćmy jednak do samych krzyży w miejscach publicznych. Nagle pojawił się problem, wszyscy ludzie wypowiadają się na ten temat. Politycy wszelkich opcji są oczywiście oburzeni, że jak ktoś może w ogóle tak myśleć (poza panią Senyszyn), księża katoliccy nagle wypowiadają się jako eksperci, no błagam. Brakuje jeszcze tylko kobiety z wąsami i kilku słoni do tego cyrku. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ci wszyscy ludzie oburzeni zdejmowaniu krzyży (i najchętniej broniący ich własną piersią) popełniają przestępstwo! Tak, łamią prawo. Ponownie Konstytucję. Tragedia. To są ludzie, którzy mają nas reprezentować? W takim wypadku wolę monarchię, dziękuję bardzo. Krzyże w urzędach, krzyże w szkołach, wtłaczanie katolicyzmu w szkołach. A gdzie równość? W słowniku chyba tylko. I w Konstytucji, ot takim kawałku papieru, o którym chyba większość ludzi zapomina, a politycy to już na pewno.</p>
<p>Paranoję krzyży w urzędach i szkołach wytłumaczę na przykładzie nauczania katolicyzmu w szkole. Nie nazywam tego &#8220;nauką religii&#8221;, bo to nie ma z tym nic wspólnego. Sensem lekcji religii w szkołach nie jest krzewienie wiedzy o innych religiach (jak moim skromnym zdaniem powinno być, jeśli już), czy nawet o chrześcijaństwie, ale wbicie uczniom do głów tzw. “prawd wiary” w celu bezrefleksyjnego ich powtarzania przez owych uczniów. Czyli w zasadzie mamy tu do czynienia z indoktrynacją religijną, a nie nauką. Tu nie chodzi o przekazanie wiedzy młodym, ale o pranie mózgów, aby później z ich posiadaczy wyrosły potulne i spolegliwe owieczki, które tym skuteczniej dadzą się ogolić, czyli dawać więcej na tacę. Najlepiej, żeby wszyscy byli tacy sami. Tak samo myślący, tak samo ubrani (ot, chociażby mundurki). Kreatywność i inteligencja kończy się wraz z pójściem do szkoły. Powód, dla którego religia jest w szkołach, to odpowiedni zapis Konkordatu, którego forma (umowa międzynarodowa ratyfikowana za zgodą Sejmu wyrażona w formie ustawy) sama w sobie jest pogwałceniem zasady równouprawnienia wyznań (znowu Konstytucja, art. 25 ust. 1: &#8220;Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione&#8221;). Zaraz, chwila, skoro są równouprawnione to o co chodzi? Tak powinien ktoś zapytać. To tylko teoria, gdyż jak można łatwo zaobserwować, równo taktowani są tylko katole. Reszta, która myśli lub myśli inaczej, najlepiej żeby została zepchnięta na margines społeczeństwa, do podziemia.</p>
<p>Ktoś ponownie powinien zapytać, skoro teoretycznie wszystkie religie i ich wyznawcy (oraz ateiści) są równi, to dlaczego akurat katolicyzm jest nauczany jako jedyna prawidłowa religia, zamiast czegoś o nazwie &#8220;nauka o religiach&#8221;? Jest to spowodowane ponownie Konstytucją, dalszymi ustępami Art. 25:<br />
&#8220;4. Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem Katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy.<br />
5. Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a innymi kościołami oraz związkami wyznaniowymi określają ustawy uchwalone na podstawie umów zawartych przez Radę Ministrów z ich właściwymi przedstawicielami.&#8221;</p>
<p>No niby nie ma wielkiej różnicy, ustawa na podstawie umowy, a umowa międzynarodowa. Brzmi prawie tak samo, prawda? Prawie. Biorąc pod uwagę reguły polskiego prawodawstwa, Art. 91 ust. 2 Konstytucji, – “Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową” – mamy do czynienia z faktyczną nierównością sytuacji prawnej wyznań. Czyli Konstytucja jest w tym akurat aspekcie wewnętrznie sprzeczna. Czy tylko dla mnie wydaje się to skrajnym debilizmem? Wyznawcy (lub ateiści) innych religii podczas czytania Konstytucji mają nadzieję na równe traktowanie z katolami, a tu nagle się okazuje, że sama Konstytucja jest bez sensu i im te prawa zabiera. Gdzie tu równość? Gdzie tu logika? Gdzie tu normalne prawo? Tragedia, tragedia.</p>
<p>Moim zdaniem, jeśli chodzi o te krzyże w urzędach i szkołach, to powinno się je zdjąć. Teoretyczna równość religii, prawda? Dlaczego mam wszędzie spotykać krzyż? Bo mam prezydenta, który ma nierówno pod sufitem i Konstytucję, którą ktoś tworzył po pijaku? Rozsądnym rozwiązaniem tej sytuacji jest zniknięcie wszelkich obiektów religijnych z urzędów i innych miejsc, typu szkoły. Równość, prawda? W jednym z poznańskich liceów, pewien nauczyciel wykazał się inteligencją i wprowadził inny dobry pomysł. Pozwolił uczniom innych wyznań powiesić ich symbole religijne na ścianie. I tak, obok krzyża katolickiego wiszą symbole innych religii. Uczy tolerancji i szacunku dla innych. Bardzo dobry pomysł. Ma jednak jedną wadę - a co, jeśli jestem ateistą? Jako ateista nie mam żadnego symbolu religijnego i mogę się czuć poszkodowany. Dlatego uważam, że wszelkie symbole religijne powinny zniknąć z miejsc publicznych. Byłoby to jedyne logiczne rozwiązanie tej sprawy, nie krzywdzące nikogo. Równość wszystkich, prawda?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/krzyzowa_sprawa/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Pokojowa nagroda Nobla za prowadzenie wojen</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/pokojowa-nagroda-nobla-za-prowadzenie-wojen</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/pokojowa-nagroda-nobla-za-prowadzenie-wojen#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Oct 2009 17:42:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[nagroda Nobla]]></category>

		<category><![CDATA[polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=228</guid>
		<description><![CDATA[Pokojowa nagroda Nobla jest wyróżnieniem ustanowionym ostatnią wolą szwedzkiego przemysłowca i wynalazcy dynamitu – Alfreda Nobla. Miała być przyznawana „osobie, która w największej mierze przyczyni się wzrostu braterstwa między narodami, zniesienia lub redukcji armii, a także prowadzenia i promocji kongresów pokojowych”. Wyróżnienie ma również zwracać uwagę na palące problemy współczesnego świata oraz na tych, którzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pokojowa nagroda Nobla <span id="adv_wl">jest wyróżnieniem ustanowionym ostatnią wolą szwedzkiego przemysłowca i wynalazcy dynamitu – Alfreda Nobla. Miała być przyznawana „osobie, która w największej mierze przyczyni się wzrostu braterstwa między narodami, zniesienia lub redukcji armii, a także prowadzenia i promocji kongresów pokojowych”. Wyróżnienie ma również zwracać uwagę na palące problemy współczesnego świata oraz na tych, którzy je pokojowo rozwiązują. Nagroda ta przyznawana jest co roku w Oslo. Tegoroczna nagroda została przyznana dzisiaj. Otrzymał ją prezydent USA, Barack Obama. Moja pierwsza reakcja na tą wiadomość było stwierdzenie: &#8220;ta komisja sobie kpi, czy o drogę pyta?&#8221;</span></p>
<p><span>Decyzja Komitetu Noblowskiego została przyjęta delikatnie mówiąc jako zaskoczenie. W uzasadnieniu podkreślano </span>&#8220;nadzwyczajne wysiłki&#8221; podejmowane przez prezydenta USA w celu &#8220;umocnienia międzynarodowej dyplomacji i współpracy między narodami&#8221;. Zaznaczono także szczególne znaczenie jego &#8220;wizji świata bez broni nuklearnej&#8221; i dążenia do jej realizacji. &#8221; Obama jako prezydent stworzył nowy klimat w polityce międzynarodowej. Wielostronna dyplomacja odzyskała centralną pozycję, z naciskiem na rolę, jaką mogą odgrywać Narody Zjednoczone i inne instytucje międzynarodowe. Dialog i negocjacje są preferowane jako instrument rozwiązywania nawet najtrudniejszych konfliktów międzynarodowych&#8221; - tak brzmi tekst uzasadnienia tej nagrody. A teraz będzie tłumaczenie tego na język przystępny, bez owijania w bawełnę.</p>
<p>Cała ta sytuacja strasznie mnie bulwersuje i zastanawia, czy aby na pewno Komitet Noblowski nie był na ciężkim kacu w czasie podejmowania tej decyzji. Nagroda Nobla przyznawana jest przecież za (uwaga, uwaga) osiągnięcia. A co ma Barack? Plany. Nie oszukujmy się - podjęta decyzja jest aż do bólu poprawna politycznie. Nie wiem, Komitet bał się, że zostanie oskarżony o rasizm, jeśli Obama by nie wygrał? Czy może bawią się we wróżenie z fusów, przewidywanie przyszłych zdarzeń i czy plany oraz obietnice prezydenta się spełnią? Tak, czy inaczej jest to decyzja bardzo kuriozalna. Komitet najwidoczniej wyboru dokonywał na zasadzie &#8220;chybił-trafił&#8221; i dopiero do wyniku losowania dorabiali ideologię. No trzeba przyznać, że samo uzasadnienie jest zbiorem ładnych słów i niczym więcej - na dobrą sprawę, żadne z nich nie odzwierciedla sytuacji rzeczywistej.  Za co Obama dostał tą nagrodę? Za odcięcie się od polityki Busha? To zrobiłby każdy, kto ma punktów IQ więcej niż chociaż paprotka. Za ładne słowa, obietnice polityczne (taki oksymoron) i poparcie społeczne? Trochę niewystarczające jest to moim zdaniem. Równie dobrze nagrodę Nobla może dostać każdy premier Polski za piękne słowa w swoim exposé.</p>
<p>Nagroda przyznana na zachętę. No błagam - przecież to nie jest podstawówka i nagradzanie lizakami za dobre czyny i postępy jakiekolwiek w pracy. Tym bardziej, że Obama nie dostanie przysłowiowego lizaczka, ale pokaźną sumę pieniędzy - 1,4mln dolarów piechotą nie chodzi. To ogromna kasa jest, a dają ją osobie rządzącej USA. Czy Komitet Noblowski nie dostrzega tej ironii i własnej hipokryzji? Jestem teraz ciekaw, co Obama zrobi z tymi pieniędzmi. Jeśli by zrobił coś dla ludzi, to jeszcze zachowa twarz. Niech na przykład zbuduje kilka boisk do koszykówki, skoro tak bardzo kocha ten sport. Albo odda dla jakiegoś domu dziecka, czy innej organizacji społecznej. Na pewno byłby to ładny gest. Jeśli jednak tą kasę przeznaczyłby, nie wiem, na pomnik upamiętniający prześladowanie Murzynów, czy też renowację własnego ogródka, to osiągnie tym samym dno dna. Moim zdaniem należy sobie zadać pytanie - skoro jest to nagroda przyznana na zachętę, to co jeśli te deklaracje składane przez prezydenta USA okażą się w przyszłości pustymi słowami, jak bywa w 99% obietnic składanych przez polityków. Czy wtedy Komitet Noblowski odszczeka swoją decyzję, jeśli Obama okaże się podobnym politykiem do Busha? Przecież na dobrą sprawę nie wiadomo jakim politykiem jest Obama - sprawuje on urząd prezydenta USA zaledwie od 20 stycznia 2009 roku. Na chwilę obecną jest to niecałe 9 miesięcy. I cóż pan prezydent przez ten czas zdziałał? Wg Komitetu Noblowskiego nastąpił &#8220;nowy klimat międzynarodowy&#8221;. Czyli że co? Cieplej się na świecie zrobiło, czy o co chodzi? Bo jak dla mnie, to za czasu jego prezydentury nie zmieniło się absolutnie nic. Obama nie zrobił nic szczególnego dla świata. No, chyba że liczymy wyrzucone miliardy dolarów w błoto, czy jak kto woli, na nieudolne ratowanie gospodarki własnego kraju. Zresztą inne pytanie - co ten Kenijczyk z amerykańskim obywatelstwem zrobił dla pokoju na świecie? Przecież tak za to był wychwalany w uzasadnieniu. Jedyne pokojowe działania jakie widzę, to siedzenie w gabinecie. A tak? Wycofanie się z tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach? No ja nie wiem, może wystarczy dobry PR, poklepać się po plecach z Miedwiediewem (dla niewtajemniczonych, to ta marionetka rządząca Rosją, którą steruje Putin), odwołać spotkanie z Dalajlamą, żeby nie drażnić Chińczyków i już? Pokojowy Nobel. &#8220;Nowy międzynarodowy klimat&#8221;. Może to oznacza po prostu nie zrobienie niczego z  zagrożeniem terrorystycznym na całym świecie (notabene wywołanym przez USA), eskalację konfliktu z Iranem już na poziomie atomowym, przyzwolenie Rosji na prowadzenie neoimperialnej polityki i porzucenie sojuszników (wspomniane wycofanie się z obiecanej tarczy antyrakietowej).</p>
<p>Pokojowa nagroda Nobla zawsze kojarzyła mi się z pokojem, brakiem wojen i tak właśnie była definiowana przez samego twórcę tej nagrody. A teraz co? W ogóle o jakich pokojowych działaniach wspomnianych w uzasadnieniu my tu mówimy?! Prowadzenie wojny z Irakiem, prowadzenie kolejnej wojny z Afganistanem, wisząca praktycznie na włosku wojna z Iranem. Czy to jest do jasnej cholery pokój?! Komitetowi się ironii chyba zachciało, szkoda tylko że nie poinformowali ludności świata, że tym razem robią sobie ewidentne jaja z laureata tegorocznej nagrody. Naprawdę szkoda, że jeszcze nie zaczęli przedstawiać Obamy jako Mesjasza. Polecam ukrzyżowanie i koronę cierniową. Błagam! Ludzie - głowami na dupy się żeście pozamieniali?! Śmiało mogę stwierdzić, że jeśli dotychczas pokojowa nagroda Nobla coś znaczyła w świecie, to teraz jest to tylko zwykła błahostka na równi z Orderem Uśmiechu, czy Nagrodą Darwina. Faux pas to zbyt delikatne określenie w stosunku do tego co zrobił Komitet. To zwykła kpina i skrajny debilizm.</p>
<p>Byłbym w stanie jeszcze zrozumieć przyznanie tej nagrody Obamie, gdyby był jedynym rozsądnym nominowanym. Ale przecież tak nie było! <span id="adv_wl">Przecież wśród faworytów w tym roku wymieniono chociażby chińskich dysydentów (ze względu na 20 rocznicą masakry na placu Tiananmen w Pekinie). Jako kandydatów wymieniano też między innymi działacza praw człowieka i krytyka chińskiego rządu Hu Jia, a także Wei Jingshenga, który spędził 17 lat w więzieniu za apelowanie o reformy komunistycznego systemu Chin. Sądzę, że także osoby takie jak premier Zimbabwe Morgan Tsvangirai, czeczeńska adwokatka Lidia Jussupowa oraz kolumbijska działaczka polityczna i aktywistka Ingrid Betancourt są odpowiedniejszymi osobami do otrzymania pokojowej nagrody Nobla. Podkreślmy słowo &#8220;pokojowej&#8221;. Ci ludzie coś dla pokoju robią, czy robili. Coś, to nawet obraza dla nich, zbyt słabe słowo. Natomiast Barack Obama raczej nie zapracował przez te dziewięć miesięcy na rzecz pokoju na świecie (poza mówieniem o nim), raczej wręcz odwrotnie. To czyny się ocenia, nie słowa. Powtórzę jeszcze raz - mówić można wiele rzeczy, lecz naprawdę można kogoś docenić dopiero za to co osiągnął.</span></p>
<p><span>Strach myśleć, kto dostanie pokojową nagrodę Nobla w przyszłym roku. Skoro najważniejsza nagroda pokojowa na świecie została tak zdyskredytowana, a jej uzasadnienie jej przyznania jest tak bardzo naciągane i wyssane z palca, to w następnych latach lista kandydatów może się znacznie powiększyć. </span><span id="adv_wl">Władimir Putin, Kim Dzong Il, Fidel Castro, Hugo Chavez, Mahmud Ahmadineżad, Muammar </span><span id="adv_wl">Kadafi, czy Aleksander Łukaszenko także coś pokojowego na pewno w swoim życiu zrobili. Wszystko zależy od punktu widzenia przecież - ludzie z ich krajów na pewno bardzo szczerze poparliby ich kandydaturę do pokojowej nagrody Nobla. Podobnie by było z Osamą bin Ladenem - przecież jest to człowiek, który chyba najbardziej miłuje pokój na świecie. Równie dobrze można przyznać nagrodę przyszłoroczną dla Józefa Stalina za zasługi. Przecież w przyszłym roku mija 65 rocznica zakończenia II Wojny Światowej, a Józef Stalin w bardzo znaczącym stopniu przyczynił się do zakończenia tej wojny i pokonania nazistów. Takie uzasadnienie każdy by zrozumiał przecież. A te setki milionów ofiar jego rządów? Oj tam, zwykłe błędy statystyczne. Przecież jak zwykł mawiać - &#8220;ludzi ci u nas mnogo&#8221;.</span></p>
<p><span>Jestem w pełni świadomy tego, że słowa potrafią wiele zdziałać. Być może prezydent Obama zasłuży na pokojową nagrodę Nobla, jednak na pewno nie zrobił tego w tym momencie. Przyznanie jemu tej nagrody spowodowało tylko jej deprecjację. Owszem, Obama ma bardzo ciekawe zapowiedzi, mądre i pokojowe. Jestem ciekaw, czy mu się uda - jednak nauczony życiem jestem dość sceptycznie do tego nastawiony. Zatem jeszcze raz - czyny, nie słowa. Jeśli wystarczą słowa, to mam propozycję kandydata do pokojowej nagrody Nobla i mówię to bardzo szczerze i poważnie. Człowiek, który słowami zmienił światopogląd setek milionów, jeśli nawet nie miliarda osób na tym świecie. Na mój także miał wpływ. Zresztą ta osoba to nie tylko słowa, działał na rzecz pokoju, na rzecz równego traktowania kobiet, czy mniejszości narodowych. Otrzymany tytuł szlachecki zwrócił w ramach protestu przeciwko wspieraniu wojny w Wietnamie. Osoba ta uznawana jest wręcz za guru wszelkich ruchów pokojowych. Piszę to wszystko szczerze, bez cienia ironii i sarkazmu, i jestem bardzo za tym, aby ta osoba, ten człowiek dostał pokojową nagrodę Nobla. Zasługuje jak mało kto. Panie i Panowie: John Lennon. Może podniosą się głosy, że no jak - muzyk i Nobla? Zauważcie tylko, że jedną piosenkę zdziałał więcej dla pokoju na świecie niż tegoroczny laureat. Dlatego głęboko wierzę, że kiedyś tą nagrodę John Lennon pośmiertnie dostanie. W końcu &#8220;może i jestem marzycielem, ale nie jestem jedynym.&#8221;<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/pokojowa-nagroda-nobla-za-prowadzenie-wojen/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Równi - równiejsi - immunitetowani</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/rowni-rowniejsi-immunitetowani</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/rowni-rowniejsi-immunitetowani#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Oct 2009 14:43:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[policja]]></category>

		<category><![CDATA[polityka]]></category>

		<category><![CDATA[prawo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=226</guid>
		<description><![CDATA[Panie i panowie, witamy ponownie po małej przerwie. Tym razem zaczynamy od problemu trawiącego ten kraj. Nie, nie mówię tutaj o alkoholizmie, to może kiedyś, przy okazji. Chodziło mi raczej o problem na szczeblach władzy, który to problem sprawia, iż rządzącym niezależnie od opcji politycznej jaką reprezentują, wydaje się, że są ponad prawem. Nietykalni wręcz. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Panie i panowie, witamy ponownie po małej przerwie. Tym razem zaczynamy od problemu trawiącego ten kraj. Nie, nie mówię tutaj o alkoholizmie, to może kiedyś, przy okazji. Chodziło mi raczej o problem na szczeblach władzy, który to problem sprawia, iż rządzącym niezależnie od opcji politycznej jaką reprezentują, wydaje się, że są ponad prawem. Nietykalni wręcz. Ten problem na imię ma immunitet.</p>
<p>&#8220;Immunitet jest to instytucja prawna, mocą której osoba z niej korzystająca nie podlega określonym przepisom, do przestrzegania których inne osoby są zobowiązane. Immunitet może też oznaczać ograniczenie odpowiedzialności prawnej danej osoby z tytułu pełnienia przez nią określonej funkcji.&#8221; Przedstawiona definicja immunitetu dość dobitnie pokazuje jakiego rodzaju nadużycia mogą nastąpić w związku z posiadaniem takiego przywileju. Otóż osoba taka staje się wyjęta spod prawa, gdyż przecież nie podlega określonym przepisom. Z czysto teoretycznego punktu widzenia, immunitet miał zapewnić osobom posiadającym go wolność niczym nieskrępowanej wypowiedzi, co miało ułatwiać ich pracę - na przykład posłom, czy senatorom, ale także sędziom. I tutaj pojawia się moim zdaniem pierwszy logiczny problem - immunitet dopiero nadaje wolność słowa? Z tego co pamiętam z zajęć dotyczących prawa oraz z czytanej konstytucji naszego kraju - wolność słowa i wypowiedzi już obowiązuje. Czasy komuny się skończyły, cenzury (teoretycznie) już nie ma. Okazuje się, że teoria nie ma wiele wspólnego z praktyką. Jest szereg przepisów, które kłócą się z zapisem dotyczącym wolności słowa - na przykład przepis mówiący o karze dla osoby obrażającej prezydenta, czy dla osoby obrażającej czyjeś uczucia religijne. Obrażanie jest tu bardzo szerokim pojęciem i zależy tylko od interpretacji kogoś. Wystarczy przecież, że ktoś ubrany w koszulkę ze znakiem uznanym przez kogoś za niereligijny pojawi się w miejscu kultu religijnego - to już podpada pod obrazę uczuć religijnych i grozi karą. No czy to jest normalne? Przecież wolność słowa, prasy i wypowiedzi podobno jest. Nic bardziej mylnego - to tylko sucha teoria niemająca nic wspólnego z praktyką. Szkoda tylko, że ta teoria wynika z konstytucji, która jest podobno najważniejszym zbiorem przepisów dla naszego kraju (do czasu ratyfikowania Traktatu Lizbońskiego oczywiście). W związku z tym, potrzebna jest specjalna opcja, która ma ową wolność i swobodę gwarantować, czyli immunitet. I tutaj moje pytanie - skoro taka ma być funkcja immunitetu, to dlaczego w takich słowa tego nie opisać? Zmienić definicję i zamiast słów &#8220;nie podlega określonym przepisom, do przestrzegania których inne osoby są zobowiązane&#8221; użyć słów w stylu &#8220;ma zapewnioną <span id="intertext1">ochronę przed próbami ograniczania niezależności, w szczególności swobody głosowania oraz wolności wypowiedzi&#8221;. Byłoby wtedy rozsądniej, czytelniej i logiczniej. Niestety, logika należy do rzadkości jeśli chodzi o rozumowanie. Niektórym ludziom posiadającym immunitet wydaje się, że w zasadzie mogą wszystko. Są ponad prawem, pół-bogami. Na dobrą sprawę, taka osoba może być seryjnym mordercom, ale nic jej nie będzie można zrobić, gdyż posiada immunitet, którego może go pozbawić tylko Sejm. A jeśli taka osoba byłaby w partii rządzącej i posiadającej większość w Parlamencie, to nie muszę dodawać jaki byłby efekt, a raczej brak efektu i reakcji.</span></p>
<p><span>Zresztą wystarczy spekulowania i gdybania. Czas odnieść się do przypadków rzeczywistych, z niedalekiej przeszłości. </span><span id="intertext1">I tak mamy przykład pani Renaty Szynalskiej, która w roku 2004 potrąciła 18-letniego rowerzystę jadąc pod wpływem alkoholu. Wprawdzie zrzekła się immunitetu, zachowując przy tym resztki godności, jednak na badanie zawartości alkoholu się nie zgadzała. Dopiero po kilku godzinach wyraziła na to zgodę i alkomat wykazał 0,4 promila alkoholu. Nie warto nawet pytać ile miał tych promili, gdy prowadziła. A dlaczego dopiero po kilku godzinach się zgodziła? Gdyż miała immunitet i zasłaniając się nim mogła odmówić badania na trzeźwość. Czy to ma coś wspólnego ze swobodą głosowania, czy wypowiedzi? Nie sądzę. Albo ostatni przykład - poseł Prawa i Sprawiedliwości (sic!), poseł-recydywista Jacek Kurski. Dlaczego recydywista? Gdyż po raz drugi zasłonił się swoim immunitetem podczas &#8220;spotkania&#8221; z policją na drodze. Pierwszy taki przypadek miał miejsce, gdy bardzo się mu spieszyło do Warszawy, więc gdy jadąc samochodem spotkał konwój policyjny przewożący przestępców do stolicy, szybciutko się do niego dołączył. Nie reagował na wezwania policji do zatrzymania się, dopiero specjalnie zorganizowana blokada drogowa ukróciła tą &#8220;wycieczkę&#8221;. Jego tłumaczenie? Spieszył się, poza tym dobrze się jechało, a z chęcią by wyminął konwój, ale przecież jest zabronione wyprzedzanie samochodów na sygnale. Normalny człowiek, zwykły obywatel zostałby aresztowany i dostał porządny wyrok, za narażanie policjantów, za przeszkadzanie w akcji transportu skazańców, a także za jazdę bezpośrednio za samochodami policyjnymi na sygnale oraz za łamanie przepisów dotyczących prędkości, podwójnej ciągłej i wyprzedzania. Słowem uzbierałoby się tego trochę, prawo jazdy zrobiłoby papa, a wyrok na pewno nie ograniczyłby się do grzywny. A jaki był efekt tutaj? &#8220;Mam immunitet, nic mi nie możecie zrobić&#8221;. Żal. Niestety pan Kurski nic się nie zmienił i kilka dni temu miała miejsce podobna przygoda z policją. Tym razem w Olsztynie, w terenie zabudowanym i ograniczeniu prędkości do 70km/h pan poseł jechał 109km/h, za co zatrzymała go policja. Normalny efekt? Jakieś 300 zł oraz 6 punktów karnych. A tutaj? No tak, a jakżeby inaczej. Mam immunitet, możecie mnie tylko pouczyć. Na tym jednak nie koniec. Poseł zajechał na miejsce, zaparkował w obrębie skrzyżowania i się po prostu oddalił. Normalnie to kolejne 300zł i 1 punkt karny, że o blokadzie koła za niewniesienie opłaty parkingowej w ogóle nie wspomnę. Oczywiście słowo &#8220;normalnie&#8221; nie pasuje do pana Kurskiego, więc o takich sprawach w ogóle nie może być mowy. Immunitet wg tego pana to nietykalność i bycie świętą krową. Co do bycia krową to się zgadzam w pełni, z nietykalnością już może trochę gorzej, ale na pewno zakaz zbliżania się do mnie, gdyż ze względu na mój wybuchowy charakter mógłbym na chwilę stracić nad sobą kontrolę wysoki sądzie.</span></p>
<p><span>Podsumowując - immunitet zamiast dawać ludziom go posiadającym pewne przywileje w postaci lepszego rządzenia krajem i wprowadzania nowych ustaw i przepisów w życie, służy do wykręcania się przed policją i generalnie przed odpowiedzialnością. Można by nawet się pokusić o stwierdzenie, że gdyby nie immunitet, to zabrakłoby posłów i senatorów. No, chyba że obrady byłyby prowadzonej w więziennej stołówce.</span></p>
<p><span>P.S. Informacja z ostatniej chwili - marszałek Bronisław Komorowski </span><span id="adv_wl">przedstawił propozycję zmian w ustawie o wykonywaniu mandatu parlamentarzysty, dotyczącą wykroczeń drogowych posłów i senatorów. </span><span id="adv_wl">Ma zostać stworzony mechanizm, w którym &#8220;parlamentarzysta będzie mógł zapłacić mandat, a jeśli nie będzie chciał, będzie się tłumaczył dlaczego zasłonił się immunitetem&#8221;. Opozycja już zapowiedziała, że poprze taki projekt - czyżbym jednak za szybko tracił nadzieję i wiarę w ludzi i ich inteligencję i myślenie (a raczej ich brak)? Czas pokarze&#8230;<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/rowni-rowniejsi-immunitetowani/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;No wiesz? Nasza cywilizacja zawaliła się w gruzy, a tobie tylko dupy w głowie!&#8221;</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/no-wiesz-nasza-cywilizacja-zawalila-sie-w-gruzy-a-tobie-tylko-dupy-w-glowie</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/no-wiesz-nasza-cywilizacja-zawalila-sie-w-gruzy-a-tobie-tylko-dupy-w-glowie#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Sep 2009 15:06:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[medycyna]]></category>

		<category><![CDATA[polityka]]></category>

		<category><![CDATA[seks]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnimi czasy w polityce bardzo modne stało się hasło &#8220;kryzys&#8221;. Właściwie nawet nie kryzys, ale antykryzysowe (odmieniane we wszystkich formach). Wszystko musi być teraz antykryzysowe, bo przecież na świecie jest kryzys, gdyż Amerykanie byli zbyt zachłanni i głupkowaci. Jednak nie sam kryzys będzie tematem tego wpisu, gdyż zajęło by to zbyt dużo czasu i miejsca. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnimi czasy w polityce bardzo modne stało się hasło &#8220;kryzys&#8221;. Właściwie nawet nie kryzys, ale antykryzysowe (odmieniane we wszystkich formach). Wszystko musi być teraz antykryzysowe, bo przecież na świecie jest kryzys, gdyż Amerykanie byli zbyt zachłanni i głupkowaci. Jednak nie sam kryzys będzie tematem tego wpisu, gdyż zajęło by to zbyt dużo czasu i miejsca. Zresztą sama natura kryzysu została już dogłębnie wyjaśniona, w mniej lub bardziej humorystyczny sposób - wystarczy poszukać filmów w Internecie. Tematem tego postu będzie USA i ich antykryzysowy pakiet, który wprowadzili aby niwelować skutki kryzysu i w jakiś sposób go pokonać.</p>
<p>Tak na logikę - jak powinien taki pakiet antykryzysowy wyglądać? Teoretycznie powinno się finansować przedsięwzięcia ekonomiczne, a te nieekonomiczne, przynoszące ogromne straty, przestać finansować i po prostu do nich dopłacać, żeby oszczędzać kasę. Na pewno wiązałoby się to też z ograniczeniem inwestycji, wydatków na przykład na zbrojenia, czy brak podwyżek dla (dajmy na to) pielęgniarek. W skrócie mówiąc - oszczędzamy kasę i zarządzamy nią rozsądnie i z rozwagą. To tyle jeśli chodzi o teorię, czas na praktykę. Amerykanie mają najwidoczniej skrajnie inne podejście do oszczędzania niż my. Otóż w swoim super projekcie uwzględnili finansowanie amerykańskich naukowców, a jak wszyscy wiemy, najlepsze (najśmieszniejsze) informacje przekazywane przez media zawsze zaczynają się od słów &#8220;amerykańscy naukowcy&#8221;. Zatem co tym razem? Tym razem seria problemów bardzo życiowych - seks. Nie, wcale nie chodzi o szczepionkę na AIDS, czy lekarstwa na różnego rodzaju choroby weneryczne. Zamiast tego można tam znaleźć wydatki typu: 221 tys. dolarów na badania &#8220;barier dla poprawnego użycia kondomu&#8221;, które przeprowadzi Uniwersytet Indiana. Przepraszam, że co? No śmiech na sali. Poprawne użycie - to nie taniej na opakowaniu rysunek zrobić jak nałożyć i gdzie? &#8220;Nie na nos, niżej, jeszcze niżej, no nie na stopę, trochę wyżej&#8221; - czy to z takimi problemami styka się przeciętny mieszkaniec Ameryki? Ja rozumiem, że są oni z natury tępi, no ale może jednak, mimo wszystko&#8230; No cóż, jedziemy dalej. 219 tys. dolarów na  studium przygodnego seksu wśród nastolatków na Uniwersytecie w Syracuse. Co tu badać przepraszam? Taniej zapłacić za wejściówkę na jakąś dyskotekę, czy wyjazd na kolonie i tylko obserwować nastolatków w &#8220;naturalnym środowisku&#8221;. Zamiast takie badania przeprowadzać i wydawać w bezsensowny sposób pieniądze podatników, lepiej byście to przeznaczyli na kształcenie tych młodocianych kretynów, przecież to oni mają stanowić za kilka, kilkanaście lat o wyglądzie waszego kraju. A zresztą, co ja się przejmuję - nie mieszkam tam i nie mam zamiaru jakoś. No, ale chcemy pośmiać się jeszcze, zatem następny punkt programu to 123 tys. dolarów na &#8220;ocenę wpływu użycia narkotyków na podniecenie seksualne&#8221; na podstawie analizy &#8220;społeczności o podwyższonym ryzyku nieodpowiedzialnych zachowań seksualnych&#8221; na uniwersytecie Illinois w Chicago. Zamiast takiego ładnego oficjalnego opisu, można to ująć inaczej - jak dragi wpływają na seks wśród nastolatków i młodzieży. Nie szybciej i dosadniej? Poza tym nie wiem o co chodzi - przecież wiadomo, że jedne narkotyki nastawiają pokojowo do całego otoczenia, jesteśmy jednością, świat jest cudowny (np. marihuana), inne zwiększają doznania ciała (ectasy), a po innych widzisz muzykę (LSD) i świat też jest dla ciebie cudowny. Więc moje pytanie brzmi - co tu badać? Nie macie kasy na co wydawać? A czasem kryzysu u was nie ma? Czyżby się okazało, że ten cały kryzys to kolejna bzdura wymyślona przez was rząd, żeby kontrolować wasze mierne umysły? Nie? To po co kasę przeznaczać na takie coś? Jak chcecie się pozbyć tych 123 tysięcy dolarów, to ja bardzo chętnie je przyjmę. Te narkotyki służące do badań testowych też.</p>
<p>Jak to najczęściej jest, najciekawsze zostawia się  na koniec. Otóż moim osobistym faworytem w kategorii głupota w wydawaniu pieniędzy jest przeznaczenie 28 tys. dolarów na sprawdzenie, czy prawdą jest, że metaamfetamina powoduje &#8220;nienasyconą żądzę&#8221; wśród jej użytkowników na przykładzie seksualnego zachowania szczurzych samic. Ja nie wiem, jeśli to naprawdę taki ważny problem jest, to nie łatwiej połączyć trzech ostatnich badań w jedno? Wyjdzie taniej, wyniki będą bardzo dobre i wszyscy będą zadowoleni. Aż zaczynam prawie żałować, że nie jestem już nastolatkiem i nie mieszkam w Stanach. Tak, czy inaczej można zauważyć w tym wszystkim, że nauka w Stanach ma się tak dobrze, że przeznacza się badania na takie bzdury. Szkoda, że takie same pieniądze nie mogą być przeznaczane na polską naukę. Jestem pewien, że zostałyby one lepiej spożytkowane, na pewno lepiej. Wszyscy byliby zadowoleni - i podatnicy, że ich pieniądze nie są (chociaż raz) bezmyślnie marnowane, i polscy naukowcy, że wreszcie mogą coś zrobić pożytecznego i się wykazać.</p>
<p>Swoją drogą zaczynam dochodzi powoli do smutnych wniosków, iż sytuacje pokazane w filmie pt. Idiokracja, wcale nie muszą być aż taką fikcją. Jeśli nadal amerykańskie społeczeństwo będzie ogłupiane w takim samym, ciągłym stopniu, to za chwilę nie będzie nikogo, kto mógłby nawet ich ogłupiać, gdyż sam będzie na takim samym poziomie niedorozwoju intelektualnego. I tak naukowcy zamiast szukać lekarstw na szerzące się choroby, generalnie robić coś pożytecznego, będą szukać środków na zwiększenie rozmiarów i potencji (jak we wspomnianym filmie, gdzie cały kraj był na poziomie intelektualnym 3-letniego dziecka z porażeniem mózgowym). Co jak widać na przedstawionych powyżej przykładach, chyba zaczęło się już dziać. Dlatego, aby uniknąć takiej sytuacji po raz kolejny zwracam się do wszystkim z ogromną prośbą, bardzo ważnym apelem. Ludzie - myślcie. To naprawdę nie boli.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/no-wiesz-nasza-cywilizacja-zawalila-sie-w-gruzy-a-tobie-tylko-dupy-w-glowie/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Złota formuła&#8221;, czyli jak rozwalić kolejny sport.</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/duzy-absurd/zlota-formula-czyli-jak-rozwalic-kolejny-sport</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/duzy-absurd/zlota-formula-czyli-jak-rozwalic-kolejny-sport#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2009 14:28:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Duży Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[sport]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=221</guid>
		<description><![CDATA[Sytuacja w polskim sporcie jaka jest, każdy widzi. Najpopularniejszy, na którym zna się każdy Polak, delikatnie mówiąc kuleje, a właściwie jest w stanie agonalnym (nie będę pisał o jaki chodzi, gdyż każdy dobrze wie, a w tym temacie zostało już chyba wszystko powiedziane - odsyłam do wypowiedzi pana Szpakowskiego). Okazuje się natomiast, ku zdziwieniu wielu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sytuacja w polskim sporcie jaka jest, każdy widzi. Najpopularniejszy, na którym zna się każdy Polak, delikatnie mówiąc kuleje, a właściwie jest w stanie agonalnym (nie będę pisał o jaki chodzi, gdyż każdy dobrze wie, a w tym temacie zostało już chyba wszystko powiedziane - odsyłam do wypowiedzi pana Szpakowskiego). Okazuje się natomiast, ku zdziwieniu wielu ludzi, że istnieją też inne sporty drużynowe i nawet nasi odnoszą w nich znaczące sukcesy. Na przykład siatkówka, koszykówka, czy piłka ręczna. Nie dosyć, że zawodnicy reprezentujący nasz kraj grają, chce im się, grają do końca, to jeszcze z całkiem niezłymi skutkami. Ot, na przykład za chwilę, gdy tylko skończę tworzyć ten wpis, zamierzam oglądać półfinał Mistrzostw Europy w siatkówce mężczyzn, gdzie nasi będą grali z Bułgarami. W ogóle ostatnimi czasy, siatkówka wyrosła na drugi najpopularniejszy sport drużynowy w Polsce. Na trzecim miejscu obecnie plasuje się koszykówka, tylko dlatego że Marcin Gortat zacząć osiągać jakieś sukcesy w najsilniejszej lidze świata - NBA, która zepchnęła raczej na czwarte miejsce piłkę ręczną, po niesamowitych sukcesach trenera Bogdana Wenty. Skoro pierwszy sport jest u nas na tragicznym poziomie (a miałem się nie odwoływać), to być może siatkówka ma szansę stać się naszym narodowym sportem numer jeden. W sumie dlaczego nie? Otóż nie stanie się tak zapewne z jednej prostej przyczyny. Przyczyna ta nazywa się FIVB, czyli Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (pomijając już fakt nazewnictwa i to, że nie istnieje coś takiego jak piłka siatkowa, tylko siatkówka).</p>
<p>FIVB zapowiedziała, że na zbliżających się rozgrywkach klubowego Pucharu Świata, gdzie będzie grała kilkanaście drużyn z całego globu, w tym po raz pierwszy drużyna z Polski, ma zamiar przetestować nową formułę rozgrywki, zwaną także &#8220;złotą formułą&#8221;. Jest to zapowiadane jako istna rewolucja, co już brzmi bardzo strasznie. No bo przecież, po co coś zmieniać, skoro funkcjonuje wyśmienicie? Siatkówka w takiej postaci jest emocjonująca i to bardzo - tego na pewno nikt nie może podważyć. Jednak FIVB wpadło na pomysł, aby zrównać siłę ataku i obrony i planują zmniejszyć ważność ataku, na rzecz właśnie obrony, przy okazji wydłużając akcje. Pierwszy atak po każdym przyjęciu zagrywki będzie musiał być wykonany zza linii trzeciego metra lub przy drugim odbiciu (czyli np. libero będzie musiał z przyjęcia zrobić od razu wystawę). Atak z pierwszej linii możliwy będzie dopiero po skutecznej obronie ataku drugiej drużyny. O ile jestem w stanie zrozumieć zmiany dotychczas wprowadzane w siatkówce, jak zmiany liczenia punktów (sety kiedyś grano do 15 punktów i aby zdobyć punkt, trzeba było wygrać dwie piłki z rzędu), czy dotknięcie dolnej taśmy siatki (obecnie nie wolno tylko dotknąć siatki od góry, z dołu już można), tak ta zmiana jest dla mnie kompletną bzdurą i skrajną paranoją. Przecież jak ta gra będzie teraz wyglądać? Mistrzowie siatkówki, teraz będą grać na poziomie podwórkowym, a sama gra będzie przypominać bardziej kabaret niż prawdziwą grę. No, chyba że zawodnicy umówią się, że zagrywka będzie wykonywana na maksa lekko, przeciwnicy oddają grzecznie piłkę i drużyna zagrywająca (która w myśl nowych zasad właśnie obroniła akcję rywali), może wystawić piłkę na linię serwisu i zawodnik będzie &#8220;normalnie&#8221;, z trzeciego odbicia wprowadzał piłkę do gry. I dalej po staremu. Raczej trudno mi jest wyobrazić sobie sytuację, gdy libero przyjmując piłkę ma za zadanie od razu ją wystawić. Albo żeby ataki rozgrywane normalnie, na trzy odbicia, były wykonywane zza linii trzeciego metra. To przepraszam, po co w takim razie na boisku pozycja zawodnika takiego jak środkowy? Co on tam ma biedny robić teraz? Stać i dopingować tylko własnych kolegów z drużyny? Zresztą sami zawodnicy, trenerzy, specjaliści, byli zawodnicy, gwiazdy i autorytety wypowiadają się, że cała taka idea jest chyba pomysłem zrodzonym po paru głębszych, w czasie spotkania ze szwagrem. Najmniejszego sensu to nie ma, żeby nie powiedzieć iż jest to po prostu jakiś skrajny debilizm.</p>
<p>Czasami zastanawiam się, co tacy ludzie w organizacjach rządzących jakąś dyscypliną sportu właściwie robią i kim oni są. Pewnie, są to byli piłkarze i jacyś trenerzy, ale patrząc na ich decyzje, to można dojść do wniosków, iż ci ludzie nie widzieli nigdy tego sportu na oczy, nie mówiąc już o braniu udziału w nim. Już kiedyś pisałem na tym blogu na temat wprowadzania rewolucyjnych zmian do jakiegoś sportu, wtedy były to skoki narciarskie. W związku z tym, iż jestem autorem tego tekstu, to zamieszczę tutaj fragment swojego komentarza z tamtego wpisu.</p>
<p>&#8220;O co chodzi? Chęć zaistnienia i “odnowienia” dyscypliny? To w takim razie mam parę propozycji dla innych sportów. Można je też pozmieniać i będzie na pewno ciekawiej.  W wioślarstwie niech wygrywa ten, kto mniej kołysał się w trakcie wyścigu. W hokeju na lodzie wygrywa ta drużyna, której zawodnik jako jedyny będzie w stanie stać - w końcu bójki hokejowe są na porządku dziennym. W siatkówce niech będzie punkt dla drużyny, która pokaże za plecami liczbę palców najbliższej liczbie, o której pomyślał sędzia. Skoki do wody z wieży - wygrywa zawodnik który osiągnie najwyższy współczynnik ilorazu powierzchni ciała, która w momencie zetknięcia z wodą była pod kątem większym niż 73 stopnie do objętości wody wypartej z basenu dokładnie 1,4 sekundy po kontakcie zawodnika z wodą. Zamiast obecnego skoku o tyczce wprowadzić zmianę, gdzie w miejsce jednego “dołka” na tyczkę robimy tarczę z 50 dołkami z określonymi wartościami punktowymi - po udanym skoku dodajemy, a po spalonym odejmujemy trafione punkty. W brydżu sportowym zawodnicy niech biegają wokół stołu rzucając karty możliwie najbliżej środka stołu, a sędziowie oceniać będą bieg, wrażenia artystyczne, technikę oraz celność. W wyścigach Formuły 1 oczywiście wygrywa ten z najładniejszym kaskiem, a w tenisie stołowym nie będzie więcej używana piłeczka. Teraz wygrywa ten, który najładniej się porusza przy stole. Niech w sędziów zabawi się publiczność, dla kogo będą zmierzone głośniejsze brawa, ten wygrywa. W przypadku remisu decydować będzie rzut rakietką w przeciwnika - przegrywa ten, który nie wstanie. Czyż wtedy nie byłby piękny sport?&#8221;</p>
<p>Na szczęście, obecne zmiany są tylko w fazie testowej i należy mieć nadzieję, że po nieudanych próbach (a tego jestem pewien, prawie pewien) FIVB wycofa się z tego poronionego pomysłu i nigdy więcej do niego nie wróci, zostawiając tym samym siatkówkę, taką jaka jest. Niestety, jak to mówią, nadzieja jest matką głupich, a już zbyt dużo w swoim życiu widziałem różnych rzeczy, żeby mnie taka sytuacja jak wprowadzenie idiotycznych przepisów zadziwiła. Jednak mimo wszystko się łudzę, że jacyś działacze od siedmiu boleści nie zniszczą sportu jakim jest siatkówka. A co do siatkówki, to właśnie zaczyna się wspominany półfinał Mistrzostw Europy między Polską a Bułgarią. Zatem - do boju Polsko!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/duzy-absurd/zlota-formula-czyli-jak-rozwalic-kolejny-sport/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Nie chce mi się ciebie oglądać piłkarzyno</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/absurd/nie-chce-mi-sie-ciebie-ogladac-pilkarzyno</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/absurd/nie-chce-mi-sie-ciebie-ogladac-pilkarzyno#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2009 18:09:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[sport]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=216</guid>
		<description><![CDATA[Jest rzeczą powszechnie wiadomo, że polska piłka kopana poziom to utrzymuje delikatnie mówiąc mierny. Chociaż poziom to może i tak, ale gorzej z pionem. Drużyny, które na krajowych boiskach brylują, w Europie przegrywają z takimi &#8220;potęgami&#8221; jak Levadia Tallin, Terek Groźny czy Vetra Wilno. Naszą twarz, czy honor ratował w zeszłym oraz tym roku Lech [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jest rzeczą powszechnie wiadomo, że polska piłka kopana poziom to utrzymuje delikatnie mówiąc mierny. Chociaż poziom to może i tak, ale gorzej z pionem. Drużyny, które na krajowych boiskach brylują, w Europie przegrywają z takimi &#8220;potęgami&#8221; jak Levadia Tallin, Terek Groźny czy Vetra Wilno. Naszą twarz, czy honor ratował w zeszłym oraz tym roku Lech Poznań, chociaż raczej należałoby powiedzieć, że w tym roku powinien ratować. Jednak po żenującym dwumeczu, murowaniu własnej bramki i kompletnym braku zaangażowania piłkarzy w grę, odpadł z belgijskim Club Brugge.</p>
<p>Nasza reprezentacja także lepszego poziomu nie prezentuje, no bo skoro o jej sile mają stanowić osoby, które nie potrafią pokonać mistrza Czeczeni, czy też mistrza Estonii, to o czym my w ogóle chcemy rozmawiać? Wszyscy oczywiście pomyślą, że przecież nie wszyscy nasi kopacze są takimi &#8220;gwiazdeczkami&#8221;, które dostają ciężkie pieniądze, a po boisku to właściwie tylko spacerują, bez żadnego zaangażowania, grają bez przysłowiowego serca. Są też tacy, którym się chce i takowi grają zagranicą i dopiero oni są (albo powinni) prawdziwymi liderami naszej reprezentacji. Jednak, czy granie w trzeciej lidze angielskiej naprawdę jest taką nobilitacją, że taki zawodnik gra właściwie w każdym meczu naszej reprezentacji? Podobnie ma się sprawa z zawodnikami, którzy cały sezon siedzą tylko na ławce i w sumie przez cały rok grają kilkanaście minut. Następnie taki zawodnik jest powoływany do kadry, no bo skoro w klubie nie może pograć (bo jest ewidentnie za słaby), to niech chociaż pogra w reprezentacji Polski. Czy tylko mi się wydaje, czy to jakaś totalna paranoja?! Przecież gra dla reprezentacji Polski powinna być zaszczytem i powinni w niej grać aktualnie najlepsi zawodnicy, a nie ulubieńcy trenera. Ot, na przykład powołanie Wojciecha Łobodzińskiego, ewidentnego pupilka trenera, który kompletnie nie gra w tym sezonie, zamiast Sławomira Peszki, będącego w życiowej formie, grającego w każdym meczu. Trochę dziwne, prawda?</p>
<p>Oczywiście trzeba przyznać, że są piłkarze, którym się chce, którzy biegają, walczą i robią to na poziomie znacznie przewyższającym umiejętności innych naszych &#8220;geniuszy&#8221;. Pojawia się jednak problem, gdyż tacy zawodnicy nie grają w reprezentacji albo pojawiają się w sumie dwa, czy trzy razy. Przykładem z ostatnich dni (i powodem powstania tego wpisu) jest historia Michała Janoty, naszego 19 letniego piłkarza grającego w Holandii. Janota, który nie dostawał zbyt wiele szans gry w Feyenoordzie Rotterdam został wypożyczony do rywala zza miedzy, do Excelsioru. Okazało się, że gdy tylko młody chłopak dostał szansę gry, szybko stał się kluczowym zawodnikiem tego klubu. Strzela bramki praktycznie na zawołanie, gra wyśmienicie, jest świetnym dryblerem, nawet zyskał pseudonim w Rotterdamie &#8220;polski Messi&#8221;. Aby nie było wątpliwości - to nie tylko jeden mecz chłopak miał dobry, ale znacznie, znacznie więcej. Można by sądzić, iż ktoś ze sztabu szkoleniowego naszej reprezentacji U-21 pofatyguje się, aby chociaż zobaczyć Janotę w akcji i zadecydować może o ewentualnym powołaniu. Jednak nikt się nie pojawił i nie pojawi. Dlaczego? Janota usłyszał od trenera reprezentacji U-21 Andrzeja Zamilskiego, że nie zamierza jeździć do Holandii go obserwować. Najzwyczajniej w świecie mu się nie chce. Takie zachowanie człowieka, który teoretycznie jest odpowiedzialny za tą reprezentację i dostaje za tą pracę grubą kasę jest kompletnie niedopuszczalne! To naprawdę nie jest wielka filozofia pojechać na jeden, czy dwa mecze do Holandii - granic już nie ma teoretycznie, tanie linie lotnicze działają także. Nie wiem jak gra Michał Janota, ale jeśli nadają mu taki pseudonim, jest podstawowym graczem w drużynie holenderskiej, gdzie trenuje od kilku dobrych lat i zaczynają o nim wspominać duże gazety, to coś jest na rzeczy. Na pewno sprawdzić by nie zaszkodziło. A tak niestety dzięki niekompetencji i ograniczeniu umysłowym pana Zamilskiego, być może omija reprezentację wielki talent.</p>
<p>Sam zainteresowany powiedział, że bardzo mu z tego powodu przykro i oczywiście chciałby grać dla reprezentacji U-21, jednak specjalnie dla trenera nie przeniesie się z Holandii do Polski, żeby ten mógł go łaskawie oglądać. Tym bardziej, że poziom kształcenia piłkarskiego w Holandii jest o niebo lepszy niż w naszym kraju nad Wisłą, o czym bardzo dobrze wiadomo. Zapewne stwierdził, że w naszym kraju przepadnie, że po jednym czy dwóch słabych meczach usłyszy, że jest za młody i ma jeszcze czas i straci miejsce na rzecz jakichś starych inwalidów. Albo że trenerzy, mający z nowoczesną myślą szkoleniową wspólnego tyle co nic, zniszczą mu zdrowie i karierę. Gdyby to był jedyny taki przypadek, byłaby to pewnie jeszcze sytuacja ewentualnie do zaakceptowania. Jednak tak nie jest. Ostatnio nowym transferem Lecha Poznań był Seweryn Garncarczyk, grający wcześniej w Metaliście Charków na Ukrainie. Zagrał on trzy razy w reprezentacji Polski i nie zapowiadało się, aby zagrał jeszcze kiedyś. W końcu, komu by się chciało jeździć na jakąś zapyziałą Ukrainę, do byle klubu oglądać jednego Polaka. Absurdalne jednak jest to, że ten &#8220;jakiś&#8221; klub z Ukrainy, w czasie gdy grał w nim Seweryn Garncarczyk, zdobył trzykrotnie 3 miejsce w Ekstraklasie Ukraińskiej, a sam Seweryn został wybrany najlepszym defensorem w Ukraińskiej Ekstraklasie w sezonie 2006/2007. Jeśli nadal to kogoś nie przekonuje, bo przecież &#8220;liga ukraińska taka słaba na pewno jest&#8221;, to Metalist Charków w zeszłym sezonie dotarł do 1/8 finału Pucharu Uefa, gdzie przegrał dopiero z Dynamem Kijów i to tylko bilansem bramek zdobytych na wyjeździe. Także ten &#8220;jakiś tam słaby&#8221; klub rozniósłby każdy inny obecnie klub z Polski i to prawdopodobnie rezerwowym składem. Jednak jak wspomniałem, Garncarczyk nie uzyskiwał powołań do kadry, nikt go nawet nie oglądał, mimo gry w podstawowym składzie i to bardzo dobrej gry. Na szczęście teraz wrócił do Polski i gra w Lechu Poznań, gdzie po kilku meczach (ku zdziwieniu selekcjonerów naszej kadry) okazało się, że tych wszystkich naszych &#8220;gwiazdorów-obrońców&#8221; zostawia daleko z tyłu i to w przedbiegach. Zawodnik wręcz o klasę lepszy, pomijany tylko dlatego, że komuś nie chciało się ruszyć za granicę i go oglądać, natomiast taki Jacek &#8220;staramy się, cały czas staramy, do przodu&#8221; Krzynówek, grę w reprezentacji ma zapewnioną chyba z urzędu, mimo tragicznej formy i umiejętności.</p>
<p>Nie jest rzeczą nową, że trenerów to nasz kraj kiedyś miał. Później komuna upadła i skończyło się nasze &#8220;piłkarzenie&#8221;. Od czasu do czasu pojawiają się jakieś sporadyczne sukcesy, typu awans do Euro 2008, czy wygrana z Portugalią, jednak mimo tego generalny poziom prezentowany przez naszą rodzimą piłkę jest mierny. Nie mogę powiedzieć, że to wszystko wina piłkarzy, bo przecież też ktoś tych piłkarzy powołuje do kadry i nie uwierzę, że w 38 milionowym kraju nie mamy talentów piłkarskich. Talenty piłkarskie oczywiście, że mamy - wystarczy, że przez okno wyjrzę na pobliskie boisko. Nie mamy za to żadnej bazy szkoleniowej, nic zachęcającego dla młodych, aby piłką nożną zająć się &#8220;na poważnie&#8221;. Inna sprawa, że naszym ostatnimi dobrym trenerem był w latach 80tych XX wieku pan Antoni Piechniczek, a od tego czasu - kicha. Te wspomniane talenty są nam bardzo potrzebne, bo czasami patrząc na &#8220;wyczyny&#8221; naszych reprezentantów także nachodzą mnie myśli jak trenera reprezentacji U-21: nie chce mi się was oglądać szmaciarze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/absurd/nie-chce-mi-sie-ciebie-ogladac-pilkarzyno/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Polskie stocznie, czyli o świętych krowach słów kilka (część 2)</title>
		<link>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/polskie-stocznie-czyli-o-swietych-krowach-slow-kilka-czesc-2</link>
		<comments>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/polskie-stocznie-czyli-o-swietych-krowach-slow-kilka-czesc-2#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Aug 2009 23:31:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>shen_ron</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mega Absurd]]></category>

		<category><![CDATA[polityka]]></category>

		<category><![CDATA[związki zawodowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.absurdalium.pl/?p=212</guid>
		<description><![CDATA[Jest to druga część poprzedniego wpisu dotyczącego sytuacji z polskimi stoczniami, ich sprzedażą i całym zamieszaniem. Część pierwsza opisywała absurdalne podejście polskich stoczniowców do sprawy. Ta część będzie dotyczyć podejścia polskiego rządu, które wcale lepsze nie jest. Można jak w reklamie czekoladowych cukierków M&#38;M&#8217;s stwierdzić: polski rząd - lecą w kulki.
Wpierw dostaliśmy wyznaczony termin od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jest to druga część poprzedniego wpisu dotyczącego sytuacji z polskimi stoczniami, ich sprzedażą i całym zamieszaniem. Część pierwsza opisywała absurdalne podejście polskich stoczniowców do sprawy. Ta część będzie dotyczyć podejścia polskiego rządu, które wcale lepsze nie jest. Można jak w reklamie czekoladowych cukierków M&amp;M&#8217;s stwierdzić: polski rząd - lecą w kulki.</p>
<p>Wpierw dostaliśmy wyznaczony termin od (w skrócie mówiąc) Unii Europejskiej, żeby coś zrobić z tymi stoczniami. Termin to 31 sierpnia. Premier Tusk zapowiedział też, że jeśli do tego czasu minister skarbu odpowiedzialny za sprzedaż dwóch polskich stoczni nie doprowadzi transakcji do celu, to żegna się z pracą. To tytułem przypomnienia. Już pod koniec czerwca usłyszeliśmy fantastyczną wiadomość, iż stocznie sprzedano inwestorom z Kataru. Gdzie, nawet w połowie maja trąbiono o sukcesie już. Katarska korporacja, za którą ręczyła ręczyła inna agencja. Ogólnie super. Pieniędzy szejkom nie zabraknie, kryzys im nie straszny - cud, miód. Już otwierano szampana praktycznie, gdy okazało się, że na dobrą sprawę nie sprzedano tych stoczni, tylko znaleziono inwestora dopiero. Następnie były &#8220;problemy papierkowe&#8221; i tak czas sobie mijał. Zaczęło się robić niespokojnie, gdyż czas sprzedaży stoczni (31 sierpnia) zbliżał się coraz bardziej, a pieniędzy za stocznie nadal nie było od katarskich inwestorów. Minął pierwszy wyznaczony termin (końcówka lipca), został wyznaczony następny. Przesunięcie tłumaczono (uwaga, uwaga) kryzysem. No chwila, a przecież jeszcze jakiś czas temu zapewniano nas, żę kryzys nikomu nie straszny. Minister skarbu, atakowany z każdej strony, zapewniał że transakcja odbędzie się, że katarski inwestor wydał już na to kilka milionów (jeśli dobrze pamiętam to chyba 8), więc na pewno zakończy się to wszystko pomyślnie. Skończyło się jak zawsze. Okazało się, że 8 mln to dla szejków odpowiednik papieru toaletowego i mogą się tym podetrzeć, kompletnie nie robi im różnicy, czy je gdzieś stracą, skoro za kilka chwil zarobią jeszcze raz tyle. Tradycyjnie wyszło na to, że rząd zapewniając całe społeczeństwo, że już sprzedał stocznie, że już prawie jest wszystko podpisane, tylko kwestie papierkowe, grał najzwyczajniej na czas i nas oszukiwał. Skoro wg zapewnień to poważne negocjacje na zaawansowanym szczeblu były, to dlaczego inwestor z Kataru się wycofał? Coś tu się nie trzyma całości. Ale na tym nie koniec absurdów, bo to byłoby &#8220;tylko&#8221; lecenie w kulki, ale takie małe kulki. To co nastąpiło i następuje później, można już by nazwać kulami do kręgli. Otóż minister skarbu (cały czas [i słusznie!] bojąc się o swoją posadę) stwierdził, iż znalazł nowego inwestora. Agencję, która przy poprzedniej transakcji służyła jako ten gwarant, poręczenie. No cóż, zaczyna się robić śmiesznie. Czas mija i mija, zaczynają wychodzić na światło dzienne nowe i ciekawe informacje. Ot, na przykład takie dotyczące udziału w tej transakcji jakiegoś &#8220;nieznanego handlarza bronią&#8221;. No ja przepraszam bardzo, czy to jest poważny biznes, czy robienie sobie szopki? Generalnie wiadomo już, że z terminem na pewno nie zdążymy, gdyż jest to fizycznie niemożliwe, a Komisja Europejska nie wiadomo czy przedłuży nam czas na sprzedaż stoczni. Jeśli tego nie zrobi, to polski rząd będzie musiał oddać Unii całą zapomogę jaką wpakował ostatnimi laty w owe stocznie, a do tego nasz ukochany rząd na pewno nie chce dopuścić. Mogłoby się wydawać, że będą robić wszystko żeby jednak w miarę z terminem dać radę. Otóż nie. Okazuje się, że minister Grad nawet żadnego spotkania z nowymi katarskimi inwestorami nie ma zaplanowanego, bo przecież &#8220;sami sobie poradzą&#8221;. Generalnie nie miesza się do niczego i czeka w zasadzie na pieniądze od inwestorów i wszystko jest w porządku. Przecież to jakaś kpina w żywe oczy! Takie bajki to sobie dzieciom możecie odpowiadać. Czy nie lepiej przyznać się, że nie ma żadnego planu, że nie wiecie nic co się dzieje i stoczni nie sprzedacie? Czy też lepiej mydlić oczy jakimiś inwestorami z Kataru, których znając życie wcale nie ma i skończy się na tym, że te tereny kupi mafia lub inni przemytnicy (co wyjdzie na to samo)? Może jestem przewrażliwiony, ale do tego to wszystko zmierza - byle tylko sprzedać przed końcem sierpnia, a komu to już mniej ważne.</p>
<p>W całej sprawie jest tylko jedna pewna rzecz - minister skarbu, niezależnie od wyniku transakcji, straci pracę. Premier Tusk będzie musiał zachować twarz, a tylko dymisjonując pana Grada mu się to uda. W sumie Tusk jest w najlepszej tutaj sytuacji - od stoczni i stoczniowców ręce umył, jakby co, to wszystko jest wina ministra Grada, a on do tego nic nie ma. Czy to poważne podejście? Nie, to kampania prezydencka. Zresztą wystarczy zauważyć, że Tusk odcina się od wszelkich kontrowersyjnych potencjalnie decyzji, zostawiając to ministrom, aby w razie czego było na nich, a sam mógł zachować twarz i poparcie potrzebne do zostania prezydentem. W końcu wybory już za rok. Dla mnie osobiście jest totalną paranoją, aby taki sposób zachowania miał być słuszny dla premiera, obecnego premiera. Czy Tusk naprawdę jest tak ograniczony, że nie może przełknąć porażki w wyborach prezydenckich kilka lat temu i nadal zawzięcie dąży do &#8220;tronu&#8221;? Odpowiedź brzmi - tak. Byciem premierem jest czymś przejściowym, pokazaniem jaki to on jest fajny. Rola premiera ma pokazać, że jest dobrym politykiem, lubianym wszędzie i niepodejmującym kontrowersyjnych decyzji (zwala odpowiedzialność na ministrów), a tak serio to jest zakompleksionym człowieczkiem, który nie potrafi przełknąć goryczy porażki, obraża się na wszystko i wszystkich (jak cała Platforma) i świata nie widzi poza tytułem prezydenta. Wkurza mnie to, że obecnie wszystko jest robione na pół gwizdka, zwykłe zagrania pod publiczkę, a nie porządne reformy, które coś by miały wnieść do naszego kraju. Co, może wspaniale jest? Przypomnę, że nie. Ale przecież lepiej sobie robić kampanię prezydencką i utrzymywać pierwsze miejsce w sondażach, zamiast zabrać się &#8220;na poważnie&#8221; na przykład za te nieszczęsne stocznie. Jakie to polskie i małostkowe. Wychodzi drobnomieszczaństwo i zwykła dziecinność z pana, panie premierze.</p>
<p>W całej sytuacji widzę tylko jeden pozytyw. Nie to, że nie będzie stoczni, bo aż strach się bać tego, co może być tam zrobione przez ludzi, którym &#8220;na pniu&#8221; rząd je sprzeda. Nie to, że minister będzie zdymisjonowany. Nie to, że najprawdopodobniej (na razie i wg sondaży) Tusk zostanie upragniony prezydentem i będzie spełniony, a reszta rodaków będzie nadal tkwić po uszy w bagnie, jak to zwykle zresztą w Polsce. Nie. Jedynym plusem tego wszystkiego jest to, że Tusk nie ma brata. Nie będzie przynajmniej spotkań na szczycie prezydent-premier, u mamusi na obiadku. A co do reszty - jest jak jest, czyli jak zwykle.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.absurdalium.pl/mega-absurd/polskie-stocznie-czyli-o-swietych-krowach-slow-kilka-czesc-2/feed</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
